
„Na grzbiecie jednorożca”
autorka – Mariangela Di Fiore
tłumaczenie – Milena Skoczko-Nakielska
ilustracje – Lisa Aisato
wydawnictwo – LITERACKIE
wiek 7-100
Nie powinnam była jej czytać przed snem. Zamknęłam… i długo jeszcze siedziałam w ciszy. Bo nagle wszystko, czym przejmowałam się tego dnia, wydało mi się kompletnie nieważne.
Książkę dostałam od Wydawnictwa Literackiego, a honorarium… tym razem wam nie zdradzę…
Vilja jest chora. Jej codzienność przenosi się do szpitalnej sali. I choć temat mógłby przytłoczyć, ta historia idzie w zupełnie inną stronę.
Tu nadal trwa dzieciństwo. Są klocki, rysowanie tęczy i statków piratów, wymyślanie zasad do gier, zbieranie drobnych nagród do przepełnionych szuflad. Jest ogromna potrzeba zabawy i jeszcze większa, by ktoś po prostu przyszedł i był.
Nie ma tu wielkich deklaracji. Jest zwykłe „pobądź ze mną”. I ono waży więcej niż wszystkie medyczne słowa.


książkę kupisz tu:
Najmocniejsze w tej książce jest to, czego autorka nie robi
Nie dramatyzuje.
Nie prowadzi nas w stronę łatwych wzruszeń.
Nie próbuje niczego upiększać.
Nie unika też nazywania rzeczy po imieniu. Tu pada słowo rak. Tu padają wszystkie trudne słowa, z którymi trzeba się po prostu oswoić.
Dostajemy dziecięce patrzenie na świat, proste, momentami zaskakujące. Dzięki temu każde zdanie brzmi prawdziwie. Tak, jakby ktoś naprawdę siedział na szpitalnym łóżku i opowiadał nam o swoim dniu.
Dziecko nawet w bardzo trudnym miejscu nadal myśli jak dziecko
Chce się bawić i śmiać. Tęskni za kolegami. Zastanawia się, czy przyjaźń wciąż tam na nie czeka.
My, dorośli, widzimy diagnozę.
Ono widzi klocki. Tęczę. Statek piratów.
I w tym zderzeniu perspektyw jest cała siła tej książki.



To książka bardzo potrzebna
Dla dzieci, które nagle znalazły się w miejscu, którego nie wybiera się z własnej woli. Może da im poczucie, że nie są w tym wszystkim same.
Dla ich bliskich, bo czasem łatwiej coś zrozumieć, kiedy zobaczy się świat oczami dziecka.
Ale też dla nas. Wiecie dlaczego?
Bo porządkuje perspektywę i przypomina, co naprawdę jest ważne.
Reszta naprawdę przestaje mieć znaczenie.
Lisa Aisato to mistrzyni obrazu
Czy muszę coś pisać o ilustracjach?
Jej ilustracje nie ozdabiają historii. One ją dopowiadają. Zatrzymują. Czasem są delikatne jak szept, a czasem uderzają jednym kadrem prosto w serce.
I znowu po zamknięciu książki siedzi się w ciszy…




Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?
✨ Bo mówi o chorobie bez dramatyzowania i bez upiększania.
✨ Bo nie ucieka od słowa rak, ale też nie odbiera miejsca dzieciństwu.
✨ Bo pomaga zrozumieć, że dziecko wciąż chce się bawić i śmiać.
✨ Bo po jej przeczytaniu wszystko inne na chwilę staje się kompletnie nieważne.
