Opublikowano

„20 niezwykłych kobiet, które zmieniają świat”

„20 niezwykłych kobiet, które zmieniają świat”
autorka – Rosalba Troiano
tłumaczenie – Anna Wolna
ilustracje – Anita Barghigiani, Alida Massari, Chiara Nasi, Marga Biazzi, Isabella Ceravolo
wydawnictwo – WILGA
wiek 8-14 lat

Lubię podsuwać młodym ludziom książki, które nie udają, że życie jest proste. Takie, po których naprawdę można na chwilę usiąść i pomyśleć. Bo kiedy młody człowiek czyta historie osób, którym się udało, zaczyna widzieć jedną bardzo ważną rzecz. Za sukcesem prawie nigdy nie stoi przypadek, a praca, upór i momenty, w których nie było łatwo.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Wilga, otrzymane honorarium wydam w całości na siebie, a co mi tam…

I właśnie dlatego ta książka ma sens, bo pokazuje prawdziwe kobiety i prawdziwe drogi… z wyborami, błędami i momentami, kiedy najłatwiej byłoby się poddać.

Nie dostajemy tu świata zbudowanego z haseł o sukcesie. Dostajemy drogę. Czasem krętą. Czasem bolesną. Czasem taką, przy której naprawdę można na chwilę usiąść i pomyśleć.

książkę kupisz tu:

To nie są suche biografie

Najmocniejsze jest jednak to, jak te historie zostały opowiedziane. To nie są suche biografie, tu nie dostajemy kilku dat i listy osiągnięć.

Każda z tych kobiet mówi od siebie. Spokojnie. Szczerze. Czasem to bolesna historia, a czasem zapierająca dech w piersiach.

Czytasz i masz wrażenie, że patrzy na ciebie ktoś, kogo znasz i mówi:

„Dałam radę.”

I w tym jednym zdaniu mieści się praca. Upór. Momenty, w których nie było łatwo.

Mądrze, bez obiecywania cudów

Ta książka nie obiecuje, że wszystko jest możliwe. Ona pokazuje coś znacznie mądrzejszego, że warto najpierw poznać swoje mocne strony i umiejętności, bo to one pomagają podejmować dobre decyzje.

Że potrzebna jest wiara w siebie.

Że momenty, w których jest trudno, zdarzają się każdemu z nas.

I że sukces prawie nigdy nie jest przypadkiem.

Zostawić ją gdzieś blisko

To jedna z tych książek, które dobrze jest zostawić dziecku gdzieś blisko. Niech do niej zagląda. Niech czyta po kawałku.

Wiecie, komu bym ją podsunęła? Tym, którzy jeszcze swojej drogi szukają. I tym, którzy już zdążyli pomyśleć, że chyba do niczego się nie nadają. Tym, którzy próbują wszystkiego. Oraz tym, którzy nie robią nic, bo zwyczajnie nie wiedzą, od czego zacząć.

To dobra książka na taki moment w życiu, kiedy człowiek naprawdę zaczyna się nad sobą zastanawiać. Ona może dodać odrobinę odwagi.

Tak na spokojnie. Bez wielkich słów. 🙂

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ pokazuje, że za sukcesem prawie nigdy nie stoi przypadek

✨ opowiada o wyborach, błędach i momentach zwątpienia

✨ mówi o wierze w siebie w sposób szczery i nienachalny

✨ pomaga młodym ludziom zobaczyć swoje mocne strony

✨ zostawia czytelnika z myślą: „Ja też mogę spróbować”…

Opublikowano

„Szkoła szpiegów. Kierunek: Alaska”

„Szkoła szpiegów. Kierunek: Alaska”
autor – Stuart Gibbs
tłumaczenie – Jarek Westermark
ilustracje – Mariusz Andryszczyk
wydawnictwo – AGORA DLA DZIECI
wiek 9–13 lat

Są serie, które po kilku tomach męczą i jest Szkoła Szpiegów, która przy tomie jedenastym mówi: „potrzymaj mi herbatę, dopiero się rozkręcam” 😉. I dokładnie tak jest. Jedenasty tom, a tu ani grama zmęczenia materiału. Wręcz przeciwnie, energia, tempo i pomysłowość jakby dopiero się rozpędzały.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Agora dla Dzieci, honorarium przeznaczę na zaklinanie wiosny, żeby przyszła wcześniej…

Tu wszystko działa od pierwszych stron. Ci, którzy znają serię, wchodzą w historię od razu… a ci, którzy jeszcze jej nie czytali, bardzo szybko rozumieją, dlaczego ta historia tak bardzo wciąga. To jeden z tych światów, do którego albo się wraca, albo żałuje, że nie zaczęło się wcześniej. Nie ma tu długiego rozbiegu. Jest konkret. Jest misja. Jest napięcie.

książkę kupisz tu:

Oficjalnie szkolenie. Walka o przetrwanie.

Tym razem młodzi agenci trafiają na Alaskę. Oficjalnie na specjalne szkolenie. A w praktyce? Sprawdzian z przetrwania w miejscu, gdzie zimno, dzika przyroda i odcięcie od świata nie są tłem, tylko realnym zagrożeniem. Jest orientacja w terenie. Jest improwizacja. I jest to niepokojące poczucie, że coś tu przestaje być tylko ćwiczeniem. Bo kiedy dochodzi do porwania mentora i na jaw wychodzą wątki sięgające w przeszłość, robi się jasne, że to nie jest kolejna szkolna misja. Stawka rośnie. Decyzje muszą zapadać bardzo szybko. Bohaterowie zostają postawieni w sytuacji bez wyjścia.

Szybka akcja i prawdziwe emocje.

Wiecie, dlaczego ta seria jest tak dobra? Szybka akcja, humor trafiony, emocje prawdziwe. Relacje między bohaterami (uczucie ♥️), lojalność, strach i odpowiedzialność pojawiają się naturalnie jako część historii, a nie osobny dodatek. Tu naprawdę czuć, że bohaterowie są drużyną z całym bagażem napięć, sympatii i trudnych wyborów.

Czy na pewno wszystko było takie czarno-białe?

Fajnie rozegrany jest też wątek historyczny Alaski. W tle pojawia się pytanie, czy dawna sprzedaż Alaski była naprawdę tak jednoznaczna, jak uczą w podręcznikach… i co się dzieje, gdy ktoś po latach postanawia to odkręcić. Te stare sprawy nie są tu tylko ciekawostką. One napędzają całą intrygę, podkręcają napięcie i sprawiają, że misja pędzi jak szalona.

Seria, która nie kręci się w kółko.

I najważniejsze jedenasty tom nie zwalnia. Seria nie kręci się w kółko, tylko idzie krok dalej. Jest świeżo, dynamicznie i bardzo wciągająco. To wciąż ta sama Szkoła Szpiegów, którą dzieci kochają, ale z nową energią i nową stawką.
Jeśli wasze dzieci już znają tę serię, to tom obowiązkowy.
Jeśli nie, to idealny moment, żeby sprawdzić, dlaczego to jedna z najlepszych szpiegowskich serii dla młodszych nastolatków.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

⚡ bo akcja pędzi, a stawka rośnie z każdą stroną

📖 bo historia napędza intrygę, a nie jest tylko ciekawostką

❤️ bo relacje, lojalność i odpowiedzialność są tu naturalną częścią opowieści

Opublikowano

„SpinEdu – edukacyjne gry karciane”

„SpinEdu – edukacyjne gry karciane”
opracowanie: SPINEDU
wiek: klasy 4–8 szkoły podstawowej.

Patrzyłam na te karty długo. Naprawdę długo. I bardzo chciałam napisać coś poetyckiego. O nauce jak o przygodzie, o dzieciach, które fruną na skrzydłach ciekawości… ale nie…
Dziś nie będzie poezji. Dziś będzie konkret.

Karty dostałam od SpinEdu, honorarium ląduje w skarbonce „wiosna blisko”…

To są gry karciane z pytaniami dokładnie z tego, czego dzieci uczą się w szkole. Bez okołoprogramowych inspiracji, bez zgadywania. Są osobne zestawy dla klas 4–8 oraz jedno pudełko mix obejmujące całą podstawówkę. Każda klasa ma przypisane swoje przedmioty: matematyka, polski, historia, biologia, geografia, chemia, fizyka. Do tego jest specjalna, „magiczna” lupa, która podpowiada, gdyby przypadkiem wiedza trochę umknęła.

gry kupisz tutaj:

Podstawa programowa w jednym pudełku

To jest materiał z podstawy programowej. Czyli wszystko w jednym paluszku… no dobra, trochę przesadziłam, w jednym pudełku. I to czuć od pierwszej rozgrywki. Nie trzeba się zastanawiać, czy to na pewno było na lekcji. Było.

Nauka, która dzieje się przy okazji

Najlepsze jest to, że dzieci uczą się tu przez zabawę. W trakcie śmiechu, wygłupów i grania. Zasad nie będę wam tłumaczyć, ogarnijcie sobie sami, serio są bardzo proste. I nagle nie mówisz: „chodź się pouczyć”, tylko: „chodź, zagramy”. Różnica? Ogromna.

Dla tych, którym trudniej i dla tych, którzy chcą więcej

To propozycja dla dzieci, którym w szkole jest trochę trudniej. Dla tych, które chcą powtórzyć materiał albo go utrwalić. Ale też dla tych, które jarają się nauką i chcą więcej. A z tym utrwalaniem to serio, w ten sposób wiedza wchodzi do głowy najlepiej. Nie przez nudne wkuwanie z podręczników, tylko przez zabawę, emocje, śmiech i bycie razem.

Pomysł także dla nauczycieli

Myślę, że to może być bardzo fajne narzędzie dla nauczycieli. Można grać nawet w 10 osób, więc dwa zestawy spokojnie wystarczą na całą klasę. Utrwalanie materiału w formie gry? Brzmi jak lekcja, na którą nikt nie narzeka.

PS. Jeśli macie dzieciaki w ED to jest dla was must have. Bez dyskusji.

Dlaczego warto sięgnąć po te karty?

🃏 pytania dokładnie z podstawy programowej

🎒 osobne zestawy dla klas 4–8 i pudełko mix

🧠 świetne do powtórek i utrwalania wiedzy

🏫 sprawdzą się w domu, w szkole i w ED

To nie są karty, które ładnie brzmią w opisie.

To są karty, które po prostu działają.

Opublikowano

„Cringe Club”

„Cringe Club”
autorka – Emily-Jane Clark
tłumaczenie – Kaja Makowska
ilustracje – Wotto
wydwnictwo – JAGUAR
wiek 10-14 lat

Ta książka wygląda jak fragment czyjejś prywatnej korespondencji… do której zaglądamy po cichu. Trochę tak, jakbyśmy dorwali się do cudzego telefonu i czytali z wypiekami na twarzy. I dokładnie takie jest to czytanie, szybkie, emocjonalne, bardzo osobiste. Jakby ktoś zostawił otwarty czat, a my weszli do środka na palcach.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Jaguar, honorarium tym razem wydam na przyjemności…

Jest nowa szkoła po rozwodzie rodziców. Jest tęsknota za starym światem. Są momenty typu „chcę pod koc i nie wychodzę”. Są niezręczne sytuacje, które najpierw bolą… a dopiero potem śmieszą. Kennedy przeżywa dokładnie to, co przeżywa wielu młodych ludzi, gdy nagle tracą grunt pod nogami i muszą zbudować wszystko od nowa.

książkę kupisz tu:

Cringe Club, prywatna kapsuła bezpieczeństwa

Kennedy zakłada grupowy czat i nazywa go „Cringe Club”. To jej prywatna kapsuła bezpieczeństwa. Namiastka dawnego życia. Nitka, która wciąż łączy ją z dwójką najlepszych przyjaciół z poprzedniego miasta, kiedy wszystko inne się rozsypało.

Na tym czacie jest wszystko: głupie żarty, ale i wsparcie o 23:47. Wiadomości pisane ze łzami w oczach, kiedy naprawdę jest ciężko. Bez udawania, że jest okej, gdy nie jest.

Prawdziwa, bo niewymuszona

Bardzo mi się podoba, że ta książka nie próbuje być „młodzieżowa na siłę”. Ona po prostu taka jest. Ma mnóstwo luzu, młodzieżowego slangu i dzięki temu jest bardzo prawdziwa. Działa, bo dzieciaki widzą tu siebie, swoje wpadki, swoje strachy, swoje myśli, o których nie zawsze chcą mówić na głos.

Dlaczego to ma sens

Jeśli ktoś zapyta: „po co dziecku książka, która wygląda jak zapis rozmów z telefonu?”, odpowiedź jest prosta. Bo to forma, którą dzieci znają i lubią. Krótkie wiadomości, emotki, urwane zdania, szybkie riposty to dokładnie świat, w którym dziś funkcjonują. Dzięki temu łatwiej po tę książkę sięgają i naprawdę chcą czytać. A zamiast bezmyślnego przewijania dostają historię, emocje i relacje.

Gdy w szkole nie zawsze jest różowo

To świetne wsparcie na momenty, gdy w szkole nie zawsze jest kolorowo. Genialna dla tych, którzy szukają swojej paczki. I dla tych, którzy utknęli w ekranie. Bo to świetna alternatywa, żeby zamienić pożeracz czasu na papier. Podobne emocje, podobny format, a jednak zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Cringe jako część dorastania

I wreszcie dla tych, którzy uczą się, że „cringe” to nie wstyd. To po prostu część dorastania.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ bo wygląda jak czat, a niesie prawdziwe emocje

📱 bo mówi językiem dzieci, bez protekcjonalnego tłumaczenia im świata

🧠 bo oswaja wpadki, lęki i niezręczność

📖 bo zamiast pustego scrollowania daje historię, która zostaje na długo

Opublikowano

„O tańcu”

„O tańcu”
autorka – Zuzanna Kisielewska
ilustracje – Małgorzata Nowak, Agata Dudek
wydawnictwo – DRUGANOGA
wiek 9-100 lat

Czy twoje dziecko może obejść się bez tej książki?
Tak, zdecydowanie…
Nie nauczy się z niej liczyć ani pisać.
Nie pomoże w testach.
Ale jeśli zdecydujesz się ją podarować, wydarzy się coś znacznie trudniejszego do zmierzenia… stanie się bardziej wrażliwe, bardziej uważne na sztukę, bardziej kreatywne i ciekawsze świata. W rzeczywistości, która kocha wyniki i tabelki, taka wrażliwość często bywa traktowana jak fanaberia. Tylko że bez niej nie ma ani myślenia, ani pasji, ani odwagi do bycia sobą…

Książkę dostałam od Wydawnictwa Druganoga, a honorarium zabiorę ze sobą w podróż

Taniec to nie tylko przytupywanie w rytm muzyki…
To sztuka.
To kultura.
Czasem religia… a czasem narzędzie walki.
Patrząc na taniec Maorysów, Hakę, naprawdę czuć, jak gęstnieje powietrze. Ten taniec ma swoją funkcję: przestraszyć przeciwnika, podkopać morale, wlać w ciało siłę przed starciem. To doświadczenie niemal fizyczne. Widzieliście to kiedyś?

książkę kupisz tu:

Ruch, który opowiada więcej niż słowa

Ta książka pokazuje dzieciom coś niezwykle ważnego… że ruchem można snuć opowieści, wyrażać uczucia, buntować się i budować wspólnotę.
Że taniec bywał językiem konspiracji. Zakazanym kodem. Sposobem porozumiewania się wtedy, gdy nie wolno było mówić wprost. I nagle kultura przestaje być „ładnym dodatkiem”, a zaczyna być narzędziem. Sposobem na przetrwanie. Na wolność. Choćby na chwilę…

Od buntu do czystej radości

Ale taniec potrafi być też czystą rozrywką, dla uciechy, radości i zabawy.

Jak kankan, który jednocześnie bawił, gorszył i naginał sztywne reguły świata.

Albo jak breakdance, w którym zamiast bójek były pojedynki na kroki, a rywalizacja uczyła szacunku, lojalności i wzajemnej pomocy. Bo taniec bardzo często bierze na siebie to, czego nie potrafią unieść słowa i zamienia konflikt w ruch.

Kultura jako narzędzie, nie dekoracja

To książka, która otwiera głowę i uruchamia ciekawość.

Pokazuje taniec jako sztukę i różne sposoby patrzenia na świat bez jednej „właściwej” perspektywy. Z powodzeniem może być też lekturą dla dorosłych. Taką, która przypomina, po co w ogóle istnieje sztuka i jak bardzo czasem sami potrzebujemy ruchu, wolności i oddechu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

💃 bo rozwija wrażliwość, której nie da się wpisać w tabelki

🌍 bo pokazuje taniec jako język, broń i formę porozumienia

🔥 bo opowiada o buncie, wspólnocie i wolności przez ruch

🧠 bo otwiera głowę dzieciom… i dorosłym

Na koniec zostawię was tylko z tym jednym zdaniem…

„Czytajmy i tańczmy. Te dwie rozrywki nigdy nie wyrządzą światu krzywdy.” – Voltaire

Opublikowano

„Art therapy. Szalone lata dwudzieste”

„Szalone lata dwudzieste”
„Niezwykła Japonia”
„Dolce vita”
„Weekend na wsi”
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek – dla dorosłych i młodzieży

To nie będzie prawdziwa recenzja… Podstępem wyłudziliście ode mnie, żebym pokazała to już teraz. Codziennie słyszałam: „Ula, pokaż, Ula, pokaż”… A to miało sobie spokojnie poleżeć, ja miałam pomalować, pokolorować, zrelaksować się i dopiero wtedy wam pokazać. No ale przyznaję… są tak piękne, tak inspirujące, że niech wam będzie.

Zeszyty dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, honorarium przeznaczę oczywiście na dobre flamastry i kredki… a jak coś zostanie, to może na bilety do Włoch.

Oczywiście, że pierwsze porwały mnie „Szalone lata dwudzieste”, bo ten klimat to moje absolutne uwielbienie! Ale nie mniej kusząca jest „Niezwykła Japonia”, gdzie każdy wzór po prostu zachwyca detalem. Potem „Dolce vita”, włoskie widoczki, które pachną espresso i wakacjami w Toskanii. I jeszcze „Weekend na wsi”, sielskie pejzaże, które sprawiają, że od razu chce się rzucić wszystko i zamieszkać w stodole z widokiem na łąkę. No chyba się rozmarzyłam…

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

Papier i flamastry

Wszystko wydane na bardzo porządnym papierze, aż się prosi, żeby podarować komuś w prezencie, jeśli lubi takie klimaty. Teraz tylko dobre flamastry albo kredki, zależnie od tego, co kto woli.

Także sami widzicie, miało być kolorowanie po cichu, a wyszło polecanie z przytupem. Ale co ja poradzę… te zeszyty same się proszą, żeby je pokochać. Przy okazji tak dobrze bawiłam się robiąc zdjęcie profilowe, że marzy mi się jakaś impreza w stylu lat dwudziestych, jak ktoś coś… to strój już mam.

Dlaczego warto sięgnąć po te zeszyty?

🖌️ Bo każdy wzór, od Japonii po Toskanię, jest piękny i inspirujący.

📖 Bo wydane są na świetnym papierze, idealne na prezent.

🎉 Bo dają radość i budzą marzenia… choćby o imprezie w stylu retro.

Opublikowano

„Szkolnik Superdziewczyny. Zaplanuj, zrealizuj, zrelaksuj się.”

Szkolnik Superdziewczyny. Zaplanuj, zrealizuj, zrelaksuj się.
autorka – Agnieszka Mielech
ilustracje – Agnieszka Mielech, Magdalena Babińska
wydawnictwo – CHASING RAINBOW BOOKS
wiek 7–14 lat

Pamiętam, że rok temu, kiedy pierwszy raz wzięłam do rąk „Szkolnik”, miałam wrażenie, że ktoś wymyślił go specjalnie dla mnie… tylko jakieś ładnych parę lat za późno 😉. I dziś mam ogromną przyjemność po raz kolejny patronować temu wyjątkowemu zeszytowi, nowej wersji „Szkolnika”, który jest czymś więcej niż kalendarzem.

Szkolnik otrzymałam od autorki, a honorarium za tę recenzję przeznaczę na spełnienie pewnego cichego marzenia.

Na początku pełna personalizacja: imię, pseudonim, wzrost, znak zodiaku, ulubiony sport, odcisk palca… i wiele innych szczegółów. To sprawia, że dziecko od razu czuje, że to jest jego własna, wyjątkowa przestrzeń. Potem plan roczny, lista najważniejszych wydarzeń, cele, marzenia i oczywiście miejsce na zapisywanie tego, co zadane i na kiedy.

książkę kupisz tu:

Inspiracje i odwaga

Ale „Szkolnik” to też inspiracje, jak ta lista wyjątkowych kobiet, które pokazują, że można iść przez życie z odwagą i pasją. To świetne narzędzie dla dzieci w wieku 7–14 lat i tych już zorganizowanych i tych, które dopiero próbują swoich sił w planowaniu.

Radość z planowania

Patrząc na niego, mam ochotę znowu usiąść przy biurku, otworzyć pierwszą stronę i zacząć zapisywać wszystko, co ważne. Bo taki zeszyt naprawdę potrafi obudzić w dziecku radość z tworzenia, planowania… i bycia trochę bardziej dorosłym.

Dlaczego warto sięgnąć po Szkolnik?

✨ bo to połączenie planera, pamiętnika i miejsca na złote myśli

📖 bo daje dziecku poczucie, że to jego własna, wyjątkowa przestrzeń

🌸 bo inspiruje listą wyjątkowych kobiet, które żyją z pasją

🎁 bo to idealny prezent na rozpoczęcie roku szkolnego

Opublikowano

„Skazani na offline”

„Skazani na offline”
autor – Gordon Korman
tłumaczenie – Łukasz Małecki
ilustracje – Nikola Kucharska
wydawnictwo – LITERACKIE
wiek 10–15 lat

Wyobraź sobie dziecko najbogatszego człowieka świata. Ma wszystko, prywatny samolot i zero zasad. A potem ktoś wrzuca je do lasu. Bez telefonu. Bez wi-fi. Za to z codzienną porcją ciszy, jagód i… podejrzanych ludzi.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Literackiego, a honorarium przepadło w gęstwinie myśli o jednym dniu… offline…

To nie jest książka dla grzecznych dzieci, które kochają obozy przetrwania. To książka dla tych, którzy przewracają oczami na słowo cisza, sprawdzają instagram co 10 minut i myślą, że przyjaźń da się kliknąć. Jett Baranov też tak myślał. A potem został zmuszony do detoksu od technologii i nagle rzeczywistość okazała się znacznie bardziej wciągająca niż jakakolwiek aplikacja.

Cisza, która nie jest spokojem

Nie dajcie się zwieść, tu nie chodzi o spokojne lato z komarami i rozmyślaniem nad sensem życia. Raczej o dziwną ciszę między drzewami, o ludzi, którzy coś ukrywają i o chłopaka, który pierwszy raz w życiu musi polegać nie na gadżetach, ale na sobie i innych. Tak, na innych, czyli tych, których normalnie by nawet nie zauważył. Bo to właśnie jest historia o tym, jak bez ekranów nagle wyraźniej widać ludzi… i ich sekrety.

Powieść z pazurem

Gordon Korman zrobił coś niesamowitego. Wziął współczesne uzależnienie od technologii, potrząsnął nim porządnie i wrzucił do fabuły. Dostajemy powieść z tempem, humorem i nutą tajemnicy, która nie pozwala się oderwać (nawet tym, którzy zwykle nie czytają nic poza memami). Wielowątkowa, wielonarracyjna, zaskakująca i poruszająca…

Smak przekładu

Jestem wielką fanką wszystkiego, co tłumaczy Łukasz Małecki i nie mam wątpliwości, że to dzięki niemu tę książkę się po prostu zjada, zamiast czytać 😉

Kubeł zimnej wody

Dla młodszych nastolatków, którzy spędzają wakacje z telefonem przyklejonym do dłoni to będzie jak kubeł zimnej wody i przygoda w jednym. A dla rodziców? Może to pierwszy krok, żeby pokazać dzieciakom, że prawdziwe życie, takie bez filtra, też potrafi wciągać.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🌲 Bo offline to nie kara, ale początek przygody.

📱 Bo pokazuje, że bez telefonu można zobaczyć znacznie więcej.

🕵️ Bo pełna jest sekretów ukrytych gdzieś między drzewami.

📖 Bo łączy tempo, humor i tajemnicę.

Opublikowano

Świecogłosy. Zagubieni i odnalezieni w labiryncie

„Świecogłosy. Zagubieni i odnalezieni w labiryncie”
autor – Jordan Lees
tłumaczenie – Maciej Studencki
ilustracje – Vivienne To
wydawnictwo – ZYGZAKI
wiek 10–100 lat

Ja wiem, że tak się recenzji nie zaczyna. Wiem, że to mało literackie i że wypadałoby najpierw opowiedzieć, o czym ta książka jest… Ale nie mogę. Bo muszę najpierw powiedzieć jedno: to jest tak dobrze napisane. Tak dobrze, że wciąga od pierwszego zdania i nie puszcza. Każde słowo trafia w punkt, świat buduje się sam przed oczami. I wielkie brawa dla tłumacza Macieja Studenckiego, bo jego język tylko podkręca opowieść. Tak, że aż iskrzy.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Zygzaki, a honorarium oczywiście ląduje w skarbonce „wakacje”…

Benjamiah Creek to chłopak, który wierzy w naukę. Taki typ, co woli liczby od ludzi, a zamiast przygód porządek. Pewnie ma to po mamie, bo ona jest naukowcem… za to tata buja w obłokach i tu już zaczynają się zgrzyty. Ben lubi, jak świat się zgadza. A potem dostaje w prezencie lalkę, która okazuje się być… ptakiem. I nagle wszystko się rozjeżdża. Dosłownie. Zostaje wciągnięty do innego świata. Nie na chwilę. Na dobre.

książkę kupisz tu:

Świat jak sen, świat jak nocne myśli

To świat, który przypomina sen. Trochę wiktoriański, trochę mroczny, z uliczkami wijącymi się jak nocne myśli i atmosferą, która otula, ale nie daje spokoju. Tam spotyka Elizabellę, odważną, zadziorną i kompletnie nieprzewidywalną. Dziewczynę, która szuka brata i wciąga Bena w wir przygód… a przy okazji wywraca wszystko, co dotąd uważał za prawdę.

Magia, która nie odkleja się od rzeczywistości

To nie tylko opowieść o magii. To opowieść o zmianie. O tym, co się dzieje, gdy świat przestaje być logiczny… a jednak wciąż prowadzi do prawdy. Z każdą stroną rośnie napięcie, a pytania się mnożą. Czy Ben wróci? Czy odnajdzie drogę? To książka, która niesie przygodę, ale też pyta o coś więcej, o tożsamość, odwagę, granice przekonań. I robi to tak, że trafia prosto do tych dzieci, które w głowie mają równania, a w sercu miejsce na coś niepojętego.

Księgarnia „Pewnego razu”

Ta historia zaczyna się w księgarni, która nazywa się „Pewnego razu”… i mam szczerą nadzieję, że nikt się nie obrazi, jak kiedyś ukradnę tę nazwę. Na szczęście to jest seria, nie mogę się doczekać powrotu. Dla mnie 10/10. Idealna na wakacje. Na długie wieczory, które aż proszą się o inną rzeczywistość.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

💥 Bo jest tak dobrze napisana, że aż iskrzy

📐 Bo łączy logikę z magią, a naukę z przygodą

🕰️ Bo świat labiryntu jest jak sen, dziwny, wciągający i pełen znaczeń

👫 Bo Ben i Elizabella to duet, który rozwala schematy

Opublikowano

„Strażniczka wyjącego zamku”

„Strażniczka wyjącego zamku”
autorka – Cat Gray
tłumaczenie – Dominika Ciechanowicz
wydawnictwo – DWUKROPEK
wiek 10–14 lat (dorośli też będą zachwyceni)

Nie każda wakacyjna przygoda zaczyna się od błogiego lenistwa. Czasem coś unosi się w powietrzu… Czyżby złe przeczucie? I właśnie tak zaczyna się ta historia. Jeśli masz w domu starszaka, który wyczuwa przygodę, zanim jeszcze się zacznie, to ta książka uruchamia lato szybciej niż ostatni dzwonek.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Dwukropek, honorarium niezmiennie ląduje w kopercie „Wakacje w Norwegii”

„Strażniczka wyjącego zamku” to historia, która zaprasza was prosto do Yowling, nadmorskiej wioski, gdzie nic nie jest zwyczajne. Max przyjeżdża tam na wakacje. Ale zamiast odpoczynku znajduje coś zupełnie innego, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, klątwę, która okazuje się darem i dziadka, który wcale nie jest takim zwykłym dziadkiem.

książkę kupisz tu:

Psuje wszystko, ale może właśnie o to chodzi?

Max od zawsze miał talent do psucia rzeczy. Laptopy, radia, zegarki, wystarczyło, że się zbliżył i trach. Dopiero w Yowling odkrywa, że to wcale nie przypadek.

Gęsto, obrazowo, klimatycznie

Cat Gray prowadzi czytelnika przez cienkie nitki magii i rodzinnych tajemnic. Pisze gęsto, obrazowo, klimatycznie. To świat mroczny, wietrzny, pełen szczegółów. Jest tu przyjaźń (fantastyczna Kit), są eksperymenty z dreszczykiem, są dziwne stworzenia i szum morza. Ale pod tą warstwą dzieje się coś jeszcze, opowieść o lęku i odzyskiwaniu siły.

Czajnik, wiedźma i wyjący zamek

To książka pełna zagadek, stukających urządzeń, niepokojących dźwięków, w tle wyjący zamek, piaskowa wiedźma i czajnik, który robi rzeczy zdecydowanie nieczajnikowe. A nad tym wszystkim historia, która trzyma jak dobry czar, nie za mocno, ale tak, że nie chcesz się uwolnić.

Wakacyjna lektura z sercem

To książka, którą połyka się w upalny dzień, najlepiej na tarasie, z lemoniadą i błyszczącym piaskiem w tle. Idealna lektura na wakacje, lekko mroczna, cudownie przygodowa, pełna magii i z bardzo ludzkim sercem.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🌀 Bo zaczyna się od przeczucia a kończy prawdziwą przemianą.

🧭 Bo wakacje w Yowling zostają w głowie na długo po przeczytaniu.

🔩 Bo stukające urządzenia i nieczajnikowy czajnik to coś, czego nie da się zapomnieć.

💛 Bo to książka o lęku, który można oswoić i o sile, którą mamy w sobie.