Opublikowano

„Słowiańskie stwory”

„Słowiańskie stwory”
autorka – Anna Stasiak
ilustracje – Wioleta Herczyńska
wydawnictwo – ZNAK EMOTIKON
wiek 6-100 lat

Czy zdarzyło ci się kiedyś obudzić w nocy… i mieć dziwne wrażenie, że ktoś stoi w pokoju?
Nie oddycha, nie rusza się… po prostu patrzy.
A ty leżysz nieruchomo i nagle zaczynasz się zastanawiać… czy to na pewno tylko cień.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Znak Emotikon, a honorarium zostawię gdzieś między lasem a bagnem…

Ta książka zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w chwili, kiedy noc nagle staje się trochę bardziej tajemnicza, a wyobraźnia zaczyna pracować szybciej niż rozsądek.

Bo nasi przodkowie byli przekonani, że świat jest pełen stworów, które czasem można dostrzec kątem oka. W lesie coś potrafi zaplątać ścieżki, nad wodą ktoś cierpliwie czeka przy brzegu, a po polu, szczególnie wtedy, gdy słońce świeci najmocniej, lepiej nie chodzić bez potrzeby…

Aż chce się przywołać cytat z kultowego serialu:
„bo noc jest ciemna i pełna strachów”.

książkę kupisz tu:

Świat, w którym za każdym drzewem coś się czai

W tej książce wyruszamy do świata, w którym za każdym drzewem, nad wodą, na polu i nawet w domowym kącie może czaić się jakiś stwór.

Przewodnikiem po tym świecie jest Licho, niewielki, trochę niepozorny, ale wszystko widzący. To z nim ruszamy przez słowiańskie legendy i miejsca, gdzie lepiej chodzić bardzo ostrożnie.

Po drodze spotykamy Wodniki i Topielce czające się w jeziorach. Trafiamy też na Upiory i Strzygi, które, jak się okazuje, nie zawsze mają ochotę spokojnie leżeć na cmentarzu.

I jest jeszcze Zmora. Ta, która nie robi hałasu. Przychodzi nocą, siada na klatce piersiowej śpiącego i zostawia po sobie koszmary oraz dziwne zmęczenie o poranku.

Brzmi strasznie?
Trochę tak.

Strach i mrugnięcie okiem

Ale ta książka robi coś bardzo sprytnego. Trochę straszy… a trochę puszcza do czytelnika oko.

Bo obok opowieści o stworach znajdziemy tu również stare sposoby, jak sobie z nimi radzić. Ogień, sól, żelazo, zioła, a nawet mak czy pisanki. Nasi przodkowie mieli na te sprawy całkiem sprytne patenty.

Dzięki temu książka nie jest tylko zbiorem strasznych historii. To raczej podróż przez dawne wierzenia i ludową wyobraźnię, w której wszystko miało swoje znaczenie i na wszystko znajdował się jakiś sposób.

Ilustracje, które budują nastrój

Ogromną rolę w tej książce odgrywają ilustracje Wiolety Herczyńskiej.

Są piękne, lekko niepokojące i dokładnie takie, jakie powinny być w książce o stworach. Trochę straszne… ale właśnie na tyle, żeby dziecko chciało jeszcze więcej i więcej.

To ilustracje, które budują klimat, wciągają w opowieść i sprawiają, że świat słowiańskich stworów zaczyna wydawać się zaskakująco bliski.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ wprowadza dzieci w świat słowiańskich legend i dawnych wierzeń
🌙 łączy dreszcz niepokoju z humorem i mrugnięciem oka do czytelnika
🌿 pokazuje sprytne sposoby naszych przodków na radzenie sobie z „tym, czego nie widać”
🎨 zachwyca pięknymi, lekko mrocznymi ilustracjami
👻 to idealna książka dla dzieci, które lubią historie, przy których można się trochę bać… a trochę uśmiechać

Tylko uprzedzam…

Jeśli po lekturze w środku nocy usłyszycie skrzypnięcie podłogi…
to może być tylko stary dom…

Ale może też być ktoś, kto właśnie sprawdza, czy już śpicie. 👀

Opublikowano

„Gostek”

„Gostek”
autor – Pieter Koolwijk
tłumaczenie – Olga Niziołek
ilustracje – Linde Faas
wydawnictwo – AGORA DLA DZIECI
wiek 7-13 lat

Co się z nami dzieje, kiedy dorastamy?
W którym momencie tracimy coś tak ważnego, że później próbujemy to… wyleczyć u własnych dzieci?

Książkę dostałam od Wydawnictwa Agora dla dzieci, a honorarium wydam na coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka…

Tomek ma przyjaciela. Nazywa się Gostek. To najlepszy kumpel do ratowania świata, wymyślania szalonych planów i przeżywania przygód, które mieszczą się tylko w dziecięcej głowie. Z Gostkiem można robić rzeczy, które dla dorosłych nie mają sensu, ale dla dzieci są całym światem.

Jest tylko jeden problem…

Gostka widzi tylko Tomek…

książkę kupisz tu:

Kiedy dorośli zaczynają się martwić

Dorośli patrzą na to zupełnie inaczej. Tam, gdzie dla Tomka jest przyjaźń i wyobraźnia, oni widzą tylko kłopoty i chaos.

Zaczynają się martwić i szukać pomocy. Najpierw pojawiają się zakazy, potem lekarze. W końcu miejsce o pięknej nazwie „Dom Dobrej Nadziei”, które ma chłopca naprawić…

Bo dorośli bardzo nie lubią rzeczy, których nie potrafią zobaczyć.

To piękna historia o dziecku z ogromną wyobraźnią. Taką, która dla dorosłych staje się problemem. O chłopcu, którego wszyscy próbują poprawić… zamiast spróbować zrozumieć.

Tę opowieść można czytać jeszcze inaczej

Jak historię o dziecku neuroatypowym. O takim, którego głowa działa trochę szybciej, szerzej i zdecydowanie intensywniej.

I nagle wszystko zaczyna wyglądać trochę inaczej.

Bo może problem wcale nie polega na tym, że dziecko widzi za dużo.
Może polega na tym, że to dorośli przestali widzieć.

Kiedy ktoś w końcu zaczyna słuchać

I wtedy wydarza się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.

W pewnym momencie dorosły w tej historii robi coś bardzo prostego. Zamiast naprawiać… zaczyna słuchać.

I pojawia się jedno odkrycie. Takie, które sprawia, że nagle wszystko układa się inaczej.

Musiałam na chwilę odłożyć książkę. Ze wzruszenia nie byłam w stanie czytać dalej.

Nie powiem wam, co tam się wydarza.

Powiem tylko tyle… Czasem dzieci widzą i czują rzeczy, o których dorośli dawno przestali pamiętać. A czasem za dziecięcą wyobraźnią kryje się historia dużo głębsza, niż komukolwiek przyszło do głowy.

I zostaje jeszcze jedno pytanie.

Czy naprawdę trzeba wyleczyć dziecko z wyobraźni tylko dlatego, że dorośli już jej nie mają?

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ pokazuje niezwykłą siłę dziecięcej wyobraźni
💛 przypomina dorosłym, jak ważne jest słuchanie dziecka
📖 wzrusza i zostawia czytelnika z ważnymi pytaniami
🌱 opowiada historię, która zostaje w głowie na długo

Opublikowano

„Lapis”

„Lapis”
autorka – Emilia Kiereś
ilustracje – Marta Rydz-Domańska
wydawnictwo – BIS
wiek 11-15 lat

Uwielbiam Emilię Kiereś. Za każdym razem, kiedy sięgam po jej książkę, mam wrażenie, że wchodzę do świata, który jest spokojny tylko na powierzchni, a pod spodem pulsuje wulkan. Niby cisza, niby porządek, a jednak coś drga, coś czeka, aż wreszcie wybrzmi…

Książkę dostałam od Wydawnictwa Bis, honorarium zwęszyło już wiosnę i ma plany;)…

książkę kupisz tu:

„Lapis” jest zbudowane z dwóch historii i to właśnie jest klucz.

Pierwsza prowadzi nas do przeszłości. Młode małżeństwo, Elżbieta i Tobiasz. On jest architektem, miasto rozwija się, wszystko ma swoją strukturę i porządek. I nagle pojawia się konflikt oraz decyzje, które mają swoje konsekwencje. To wtedy rodzi się legenda o Poczwarze i dochodzi do wydarzeń, które niszczą Lapis. I bardzo ważne: to nie jest bajkowy potwór dla efektu. To symbol czegoś, co zostało wypowiedziane albo przemilczane za późno.

Druga historia przenosi nas pół wieku dalej. Do miasta przyjeżdża dwunastoletnia Irenka z ojcem, który maluje freski. Ona jest obca, więc chyba dlatego widzi więcej. Zauważa, że mieszkańcy uciekają wzrokiem, gdy pyta o przeszłość. Że bibliotekarz omija pewne tematy. Że pod murami miasta stoi latarnia morska, chociaż wokół nie ma morza. Irenka zaczyna drążyć temat.

Najmocniejsze w tej książce jest to, że przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem. Ona realnie wpływa na teraźniejszość. Pięćdziesiąt lat ciszy buduje mur równie solidny jak kamienne mury Lapis. To opowieść o odpowiedzialności za to, co się mówi, i za to, czego nie mówi się wcale.

I jeszcze jedno, relacja Irenki z ojcem to nie jest wątek poboczny. On niesie dokładnie to samo pytanie co cała historia miasta: co się dzieje, kiedy nie umiemy mówić o tym, co boli? Kiedy próbujemy chronić siebie i innych milczeniem, które w rzeczywistości tylko oddala?

To nie jest szybkie fantasy. To ponad trzysta stron gęstej narracji, z baśniową atmosferą i mrocznym napięciem. Jest tu opowieść o Poczwarze, jest tajemnicze miasto, jest trudna relacja ojca i córki. Wszystko spina temat odpowiedzialności za słowa i za ciszę.

Pani Emilio, gratuluję kolejnej książki, która nie traktuje młodego czytelnika ulgowo. Jestem wielką fanką i ogromnie cenię to, że w świecie, w którym dzieciom często podaje się uproszczone historie, daje im pani literaturę z prawdziwym ciężarem, emocją i ciszą, która coś znaczy.

Literatura dla dzieci nie musi być łatwa. Powinna być uczciwa. A „Lapis” właśnie taka jest.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę:

📖 bo nie traktuje młodego czytelnika ulgowo,

🧱 bo pokazuje, że przemilczana przeszłość nie znika, tylko zmienia kształt,

🌊 bo łączy baśniową atmosferę z mrocznym napięciem i realnymi emocjami,

🗝️ bo stawia ważne pytania o odpowiedzialność, relacje i odwagę mówienia prawdy,

Opublikowano

„Księga Rekordów Guinnessa 2026. Edycja piłkarska”

Księga Rekordów Guinnessa 2026. Edycja piłkarska
autor – OPRACOWANIE ZBIOROWE
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek 7-100 lat

Wyobraź sobie dziecko, które wpada do domu i mówi:
„Mamo, wiesz, że ktoś grał w reprezentacji przez 26 lat?”
I już wiesz, że wieczór masz z głowy…

Książkę dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, honorarium wydam na sport, który lubię najbardziej. Rower…

Od razu wam mówię, ta książka to nie jest spokojne przeglądanie. To jest: „Czekaj, muszę ci to przeczytać”. Bieganie po domu. Emocje, które sięgają zenitu. I sportowy wieczór murowany. Czy tego chcesz, czy nie 😉

książkę kupisz tu:

Bo jak tu usiedzieć spokojnie, kiedy czytasz to:

Ildefonso Lima Solá – 26 lat i 82 dni w reprezentacji Andory.

Messi – 26 meczów na pięciu mundialach i złoty finał w Katarze.

Lewandowski – 41 goli w jednym sezonie Bundesligi i te kosmiczne pięć bramek w 8 minut i 59 sekund.

Mbappé – 100 goli w Ligue 1 mając 22 lata i 91 dni

Mam nadzieję, że nic tu nie pokręciłam…

Obiecuję i nie obiecuję, że zapamiętam te liczby na długo. U mnie to bardziej „zakuć, powiedzieć, zapomnieć”. Ale jeśli wasze dzieci żyją piłką nożną, to one będą w siódmym niebie. Te rekordy ogarną w 3 minuty i wyrecytują obudzone w środku nocy.

Otwierasz na dowolnej stronie.

Nie musisz zaczynać od początku. Zawsze coś cię wciągnie. Jedna liczba, jedno zdjęcie, jedna historia. Przewracasz stronę i już masz nową ciekawostkę do rzucenia przy obiedzie.To jest książka, która żyje razem z dzieckiem. Wraca wtedy, gdy trzeba udowodnić, kto był szybszy, kto strzelił więcej, kto był najmłodszy…

A obok stoi Guinness World Records 2026.

Ta żółta cegła, którą widać z daleka. Działa tak samo, otwierasz gdzie chcesz i masz rekord z kosmosu, zwierząt, technologii, ludzkiego ciała, wynalazków. Tu też nie ma linearnej historii. Jest zachwyt. Jest „wow”. Jest niedowierzanie…

książkę kupisz tu:

To są książki, które nie mają końca.

Możesz do nich wracać sto razy i za każdym razem znaleźć coś, czego wcześniej nie zauważyłaś. Bo to nie są książki do przeczytania i odłożenia na półkę. To są książki do przeżywania. Do cytowania. Do sprawdzania, czy to naprawdę możliwe?

I jeśli w twoim domu mieszka mały (albo całkiem duży) fan piłki nożnej, uprzedzam, będziesz znać te liczby szybciej, niż myślisz.

Dlaczego warto sięgnąć po te książki?

⚽ bo jeśli dziecko żyje piłką nożną będzie w siódmym niebie

📊 bo rekordy wchodzą do głowy szybciej niż szkolne daty

📖 bo można otworzyć na dowolnej stronie i zawsze coś wciągnie

🔥 bo to gotowy przepis na sportowy wieczór i rodzinne rozmowy

Opublikowano

„Na grzbiecie jednorożca”

„Na grzbiecie jednorożca”
autorka – Mariangela Di Fiore
tłumaczenie – Milena Skoczko-Nakielska
ilustracje – Lisa Aisato
wydawnictwo – LITERACKIE
wiek 7-100

Nie powinnam była jej czytać przed snem. Zamknęłam… i długo jeszcze siedziałam w ciszy. Bo nagle wszystko, czym przejmowałam się tego dnia, wydało mi się kompletnie nieważne.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Literackiego, a honorarium… tym razem wam nie zdradzę…

Vilja jest chora. Jej codzienność przenosi się do szpitalnej sali. I choć temat mógłby przytłoczyć, ta historia idzie w zupełnie inną stronę.
Tu nadal trwa dzieciństwo. Są klocki, rysowanie tęczy i statków piratów, wymyślanie zasad do gier, zbieranie drobnych nagród do przepełnionych szuflad. Jest ogromna potrzeba zabawy i jeszcze większa, by ktoś po prostu przyszedł i był.
Nie ma tu wielkich deklaracji. Jest zwykłe „pobądź ze mną”. I ono waży więcej niż wszystkie medyczne słowa.

książkę kupisz tu:

Najmocniejsze w tej książce jest to, czego autorka nie robi

Nie dramatyzuje.

Nie prowadzi nas w stronę łatwych wzruszeń.

Nie próbuje niczego upiększać.

Nie unika też nazywania rzeczy po imieniu. Tu pada słowo rak. Tu padają wszystkie trudne słowa, z którymi trzeba się po prostu oswoić.

Dostajemy dziecięce patrzenie na świat, proste, momentami zaskakujące. Dzięki temu każde zdanie brzmi prawdziwie. Tak, jakby ktoś naprawdę siedział na szpitalnym łóżku i opowiadał nam o swoim dniu.

Dziecko nawet w bardzo trudnym miejscu nadal myśli jak dziecko

Chce się bawić i śmiać. Tęskni za kolegami. Zastanawia się, czy przyjaźń wciąż tam na nie czeka.

My, dorośli, widzimy diagnozę.

Ono widzi klocki. Tęczę. Statek piratów.

I w tym zderzeniu perspektyw jest cała siła tej książki.

To książka bardzo potrzebna

Dla dzieci, które nagle znalazły się w miejscu, którego nie wybiera się z własnej woli. Może da im poczucie, że nie są w tym wszystkim same.

Dla ich bliskich, bo czasem łatwiej coś zrozumieć, kiedy zobaczy się świat oczami dziecka.

Ale też dla nas. Wiecie dlaczego?

Bo porządkuje perspektywę i przypomina, co naprawdę jest ważne.

Reszta naprawdę przestaje mieć znaczenie.

Lisa Aisato to mistrzyni obrazu

Czy muszę coś pisać o ilustracjach?

Jej ilustracje nie ozdabiają historii. One ją dopowiadają. Zatrzymują. Czasem są delikatne jak szept, a czasem uderzają jednym kadrem prosto w serce.

I znowu po zamknięciu książki siedzi się w ciszy…

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ Bo mówi o chorobie bez dramatyzowania i bez upiększania.

✨ Bo nie ucieka od słowa rak, ale też nie odbiera miejsca dzieciństwu.

✨ Bo pomaga zrozumieć, że dziecko wciąż chce się bawić i śmiać.

✨ Bo po jej przeczytaniu wszystko inne na chwilę staje się kompletnie nieważne.

Opublikowano

„20 niezwykłych kobiet, które zmieniają świat”

„20 niezwykłych kobiet, które zmieniają świat”
autorka – Rosalba Troiano
tłumaczenie – Anna Wolna
ilustracje – Anita Barghigiani, Alida Massari, Chiara Nasi, Marga Biazzi, Isabella Ceravolo
wydawnictwo – WILGA
wiek 8-14 lat

Lubię podsuwać młodym ludziom książki, które nie udają, że życie jest proste. Takie, po których naprawdę można na chwilę usiąść i pomyśleć. Bo kiedy młody człowiek czyta historie osób, którym się udało, zaczyna widzieć jedną bardzo ważną rzecz. Za sukcesem prawie nigdy nie stoi przypadek, a praca, upór i momenty, w których nie było łatwo.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Wilga, otrzymane honorarium wydam w całości na siebie, a co mi tam…

I właśnie dlatego ta książka ma sens, bo pokazuje prawdziwe kobiety i prawdziwe drogi… z wyborami, błędami i momentami, kiedy najłatwiej byłoby się poddać.

Nie dostajemy tu świata zbudowanego z haseł o sukcesie. Dostajemy drogę. Czasem krętą. Czasem bolesną. Czasem taką, przy której naprawdę można na chwilę usiąść i pomyśleć.

książkę kupisz tu:

To nie są suche biografie

Najmocniejsze jest jednak to, jak te historie zostały opowiedziane. To nie są suche biografie, tu nie dostajemy kilku dat i listy osiągnięć.

Każda z tych kobiet mówi od siebie. Spokojnie. Szczerze. Czasem to bolesna historia, a czasem zapierająca dech w piersiach.

Czytasz i masz wrażenie, że patrzy na ciebie ktoś, kogo znasz i mówi:

„Dałam radę.”

I w tym jednym zdaniu mieści się praca. Upór. Momenty, w których nie było łatwo.

Mądrze, bez obiecywania cudów

Ta książka nie obiecuje, że wszystko jest możliwe. Ona pokazuje coś znacznie mądrzejszego, że warto najpierw poznać swoje mocne strony i umiejętności, bo to one pomagają podejmować dobre decyzje.

Że potrzebna jest wiara w siebie.

Że momenty, w których jest trudno, zdarzają się każdemu z nas.

I że sukces prawie nigdy nie jest przypadkiem.

Zostawić ją gdzieś blisko

To jedna z tych książek, które dobrze jest zostawić dziecku gdzieś blisko. Niech do niej zagląda. Niech czyta po kawałku.

Wiecie, komu bym ją podsunęła? Tym, którzy jeszcze swojej drogi szukają. I tym, którzy już zdążyli pomyśleć, że chyba do niczego się nie nadają. Tym, którzy próbują wszystkiego. Oraz tym, którzy nie robią nic, bo zwyczajnie nie wiedzą, od czego zacząć.

To dobra książka na taki moment w życiu, kiedy człowiek naprawdę zaczyna się nad sobą zastanawiać. Ona może dodać odrobinę odwagi.

Tak na spokojnie. Bez wielkich słów. 🙂

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ pokazuje, że za sukcesem prawie nigdy nie stoi przypadek

✨ opowiada o wyborach, błędach i momentach zwątpienia

✨ mówi o wierze w siebie w sposób szczery i nienachalny

✨ pomaga młodym ludziom zobaczyć swoje mocne strony

✨ zostawia czytelnika z myślą: „Ja też mogę spróbować”…

Opublikowano

„Szkoła szpiegów. Kierunek: Alaska”

„Szkoła szpiegów. Kierunek: Alaska”
autor – Stuart Gibbs
tłumaczenie – Jarek Westermark
ilustracje – Mariusz Andryszczyk
wydawnictwo – AGORA DLA DZIECI
wiek 9–13 lat

Są serie, które po kilku tomach męczą i jest Szkoła Szpiegów, która przy tomie jedenastym mówi: „potrzymaj mi herbatę, dopiero się rozkręcam” 😉. I dokładnie tak jest. Jedenasty tom, a tu ani grama zmęczenia materiału. Wręcz przeciwnie, energia, tempo i pomysłowość jakby dopiero się rozpędzały.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Agora dla Dzieci, honorarium przeznaczę na zaklinanie wiosny, żeby przyszła wcześniej…

Tu wszystko działa od pierwszych stron. Ci, którzy znają serię, wchodzą w historię od razu… a ci, którzy jeszcze jej nie czytali, bardzo szybko rozumieją, dlaczego ta historia tak bardzo wciąga. To jeden z tych światów, do którego albo się wraca, albo żałuje, że nie zaczęło się wcześniej. Nie ma tu długiego rozbiegu. Jest konkret. Jest misja. Jest napięcie.

książkę kupisz tu:

Oficjalnie szkolenie. Walka o przetrwanie.

Tym razem młodzi agenci trafiają na Alaskę. Oficjalnie na specjalne szkolenie. A w praktyce? Sprawdzian z przetrwania w miejscu, gdzie zimno, dzika przyroda i odcięcie od świata nie są tłem, tylko realnym zagrożeniem. Jest orientacja w terenie. Jest improwizacja. I jest to niepokojące poczucie, że coś tu przestaje być tylko ćwiczeniem. Bo kiedy dochodzi do porwania mentora i na jaw wychodzą wątki sięgające w przeszłość, robi się jasne, że to nie jest kolejna szkolna misja. Stawka rośnie. Decyzje muszą zapadać bardzo szybko. Bohaterowie zostają postawieni w sytuacji bez wyjścia.

Szybka akcja i prawdziwe emocje.

Wiecie, dlaczego ta seria jest tak dobra? Szybka akcja, humor trafiony, emocje prawdziwe. Relacje między bohaterami (uczucie ♥️), lojalność, strach i odpowiedzialność pojawiają się naturalnie jako część historii, a nie osobny dodatek. Tu naprawdę czuć, że bohaterowie są drużyną z całym bagażem napięć, sympatii i trudnych wyborów.

Czy na pewno wszystko było takie czarno-białe?

Fajnie rozegrany jest też wątek historyczny Alaski. W tle pojawia się pytanie, czy dawna sprzedaż Alaski była naprawdę tak jednoznaczna, jak uczą w podręcznikach… i co się dzieje, gdy ktoś po latach postanawia to odkręcić. Te stare sprawy nie są tu tylko ciekawostką. One napędzają całą intrygę, podkręcają napięcie i sprawiają, że misja pędzi jak szalona.

Seria, która nie kręci się w kółko.

I najważniejsze jedenasty tom nie zwalnia. Seria nie kręci się w kółko, tylko idzie krok dalej. Jest świeżo, dynamicznie i bardzo wciągająco. To wciąż ta sama Szkoła Szpiegów, którą dzieci kochają, ale z nową energią i nową stawką.
Jeśli wasze dzieci już znają tę serię, to tom obowiązkowy.
Jeśli nie, to idealny moment, żeby sprawdzić, dlaczego to jedna z najlepszych szpiegowskich serii dla młodszych nastolatków.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

⚡ bo akcja pędzi, a stawka rośnie z każdą stroną

📖 bo historia napędza intrygę, a nie jest tylko ciekawostką

❤️ bo relacje, lojalność i odpowiedzialność są tu naturalną częścią opowieści

Opublikowano

„SpinEdu – edukacyjne gry karciane”

„SpinEdu – edukacyjne gry karciane”
opracowanie: SPINEDU
wiek: klasy 4–8 szkoły podstawowej.

Patrzyłam na te karty długo. Naprawdę długo. I bardzo chciałam napisać coś poetyckiego. O nauce jak o przygodzie, o dzieciach, które fruną na skrzydłach ciekawości… ale nie…
Dziś nie będzie poezji. Dziś będzie konkret.

Karty dostałam od SpinEdu, honorarium ląduje w skarbonce „wiosna blisko”…

To są gry karciane z pytaniami dokładnie z tego, czego dzieci uczą się w szkole. Bez okołoprogramowych inspiracji, bez zgadywania. Są osobne zestawy dla klas 4–8 oraz jedno pudełko mix obejmujące całą podstawówkę. Każda klasa ma przypisane swoje przedmioty: matematyka, polski, historia, biologia, geografia, chemia, fizyka. Do tego jest specjalna, „magiczna” lupa, która podpowiada, gdyby przypadkiem wiedza trochę umknęła.

gry kupisz tutaj:

Podstawa programowa w jednym pudełku

To jest materiał z podstawy programowej. Czyli wszystko w jednym paluszku… no dobra, trochę przesadziłam, w jednym pudełku. I to czuć od pierwszej rozgrywki. Nie trzeba się zastanawiać, czy to na pewno było na lekcji. Było.

Nauka, która dzieje się przy okazji

Najlepsze jest to, że dzieci uczą się tu przez zabawę. W trakcie śmiechu, wygłupów i grania. Zasad nie będę wam tłumaczyć, ogarnijcie sobie sami, serio są bardzo proste. I nagle nie mówisz: „chodź się pouczyć”, tylko: „chodź, zagramy”. Różnica? Ogromna.

Dla tych, którym trudniej i dla tych, którzy chcą więcej

To propozycja dla dzieci, którym w szkole jest trochę trudniej. Dla tych, które chcą powtórzyć materiał albo go utrwalić. Ale też dla tych, które jarają się nauką i chcą więcej. A z tym utrwalaniem to serio, w ten sposób wiedza wchodzi do głowy najlepiej. Nie przez nudne wkuwanie z podręczników, tylko przez zabawę, emocje, śmiech i bycie razem.

Pomysł także dla nauczycieli

Myślę, że to może być bardzo fajne narzędzie dla nauczycieli. Można grać nawet w 10 osób, więc dwa zestawy spokojnie wystarczą na całą klasę. Utrwalanie materiału w formie gry? Brzmi jak lekcja, na którą nikt nie narzeka.

PS. Jeśli macie dzieciaki w ED to jest dla was must have. Bez dyskusji.

Dlaczego warto sięgnąć po te karty?

🃏 pytania dokładnie z podstawy programowej

🎒 osobne zestawy dla klas 4–8 i pudełko mix

🧠 świetne do powtórek i utrwalania wiedzy

🏫 sprawdzą się w domu, w szkole i w ED

To nie są karty, które ładnie brzmią w opisie.

To są karty, które po prostu działają.

Opublikowano

„Cringe Club”

„Cringe Club”
autorka – Emily-Jane Clark
tłumaczenie – Kaja Makowska
ilustracje – Wotto
wydwnictwo – JAGUAR
wiek 10-14 lat

Ta książka wygląda jak fragment czyjejś prywatnej korespondencji… do której zaglądamy po cichu. Trochę tak, jakbyśmy dorwali się do cudzego telefonu i czytali z wypiekami na twarzy. I dokładnie takie jest to czytanie, szybkie, emocjonalne, bardzo osobiste. Jakby ktoś zostawił otwarty czat, a my weszli do środka na palcach.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Jaguar, honorarium tym razem wydam na przyjemności…

Jest nowa szkoła po rozwodzie rodziców. Jest tęsknota za starym światem. Są momenty typu „chcę pod koc i nie wychodzę”. Są niezręczne sytuacje, które najpierw bolą… a dopiero potem śmieszą. Kennedy przeżywa dokładnie to, co przeżywa wielu młodych ludzi, gdy nagle tracą grunt pod nogami i muszą zbudować wszystko od nowa.

książkę kupisz tu:

Cringe Club, prywatna kapsuła bezpieczeństwa

Kennedy zakłada grupowy czat i nazywa go „Cringe Club”. To jej prywatna kapsuła bezpieczeństwa. Namiastka dawnego życia. Nitka, która wciąż łączy ją z dwójką najlepszych przyjaciół z poprzedniego miasta, kiedy wszystko inne się rozsypało.

Na tym czacie jest wszystko: głupie żarty, ale i wsparcie o 23:47. Wiadomości pisane ze łzami w oczach, kiedy naprawdę jest ciężko. Bez udawania, że jest okej, gdy nie jest.

Prawdziwa, bo niewymuszona

Bardzo mi się podoba, że ta książka nie próbuje być „młodzieżowa na siłę”. Ona po prostu taka jest. Ma mnóstwo luzu, młodzieżowego slangu i dzięki temu jest bardzo prawdziwa. Działa, bo dzieciaki widzą tu siebie, swoje wpadki, swoje strachy, swoje myśli, o których nie zawsze chcą mówić na głos.

Dlaczego to ma sens

Jeśli ktoś zapyta: „po co dziecku książka, która wygląda jak zapis rozmów z telefonu?”, odpowiedź jest prosta. Bo to forma, którą dzieci znają i lubią. Krótkie wiadomości, emotki, urwane zdania, szybkie riposty to dokładnie świat, w którym dziś funkcjonują. Dzięki temu łatwiej po tę książkę sięgają i naprawdę chcą czytać. A zamiast bezmyślnego przewijania dostają historię, emocje i relacje.

Gdy w szkole nie zawsze jest różowo

To świetne wsparcie na momenty, gdy w szkole nie zawsze jest kolorowo. Genialna dla tych, którzy szukają swojej paczki. I dla tych, którzy utknęli w ekranie. Bo to świetna alternatywa, żeby zamienić pożeracz czasu na papier. Podobne emocje, podobny format, a jednak zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Cringe jako część dorastania

I wreszcie dla tych, którzy uczą się, że „cringe” to nie wstyd. To po prostu część dorastania.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ bo wygląda jak czat, a niesie prawdziwe emocje

📱 bo mówi językiem dzieci, bez protekcjonalnego tłumaczenia im świata

🧠 bo oswaja wpadki, lęki i niezręczność

📖 bo zamiast pustego scrollowania daje historię, która zostaje na długo

Opublikowano

„O tańcu”

„O tańcu”
autorka – Zuzanna Kisielewska
ilustracje – Małgorzata Nowak, Agata Dudek
wydawnictwo – DRUGANOGA
wiek 9-100 lat

Czy twoje dziecko może obejść się bez tej książki?
Tak, zdecydowanie…
Nie nauczy się z niej liczyć ani pisać.
Nie pomoże w testach.
Ale jeśli zdecydujesz się ją podarować, wydarzy się coś znacznie trudniejszego do zmierzenia… stanie się bardziej wrażliwe, bardziej uważne na sztukę, bardziej kreatywne i ciekawsze świata. W rzeczywistości, która kocha wyniki i tabelki, taka wrażliwość często bywa traktowana jak fanaberia. Tylko że bez niej nie ma ani myślenia, ani pasji, ani odwagi do bycia sobą…

Książkę dostałam od Wydawnictwa Druganoga, a honorarium zabiorę ze sobą w podróż

Taniec to nie tylko przytupywanie w rytm muzyki…
To sztuka.
To kultura.
Czasem religia… a czasem narzędzie walki.
Patrząc na taniec Maorysów, Hakę, naprawdę czuć, jak gęstnieje powietrze. Ten taniec ma swoją funkcję: przestraszyć przeciwnika, podkopać morale, wlać w ciało siłę przed starciem. To doświadczenie niemal fizyczne. Widzieliście to kiedyś?

książkę kupisz tu:

Ruch, który opowiada więcej niż słowa

Ta książka pokazuje dzieciom coś niezwykle ważnego… że ruchem można snuć opowieści, wyrażać uczucia, buntować się i budować wspólnotę.
Że taniec bywał językiem konspiracji. Zakazanym kodem. Sposobem porozumiewania się wtedy, gdy nie wolno było mówić wprost. I nagle kultura przestaje być „ładnym dodatkiem”, a zaczyna być narzędziem. Sposobem na przetrwanie. Na wolność. Choćby na chwilę…

Od buntu do czystej radości

Ale taniec potrafi być też czystą rozrywką, dla uciechy, radości i zabawy.

Jak kankan, który jednocześnie bawił, gorszył i naginał sztywne reguły świata.

Albo jak breakdance, w którym zamiast bójek były pojedynki na kroki, a rywalizacja uczyła szacunku, lojalności i wzajemnej pomocy. Bo taniec bardzo często bierze na siebie to, czego nie potrafią unieść słowa i zamienia konflikt w ruch.

Kultura jako narzędzie, nie dekoracja

To książka, która otwiera głowę i uruchamia ciekawość.

Pokazuje taniec jako sztukę i różne sposoby patrzenia na świat bez jednej „właściwej” perspektywy. Z powodzeniem może być też lekturą dla dorosłych. Taką, która przypomina, po co w ogóle istnieje sztuka i jak bardzo czasem sami potrzebujemy ruchu, wolności i oddechu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

💃 bo rozwija wrażliwość, której nie da się wpisać w tabelki

🌍 bo pokazuje taniec jako język, broń i formę porozumienia

🔥 bo opowiada o buncie, wspólnocie i wolności przez ruch

🧠 bo otwiera głowę dzieciom… i dorosłym

Na koniec zostawię was tylko z tym jednym zdaniem…

„Czytajmy i tańczmy. Te dwie rozrywki nigdy nie wyrządzą światu krzywdy.” – Voltaire