Opublikowano

„Słowiańskie stwory”

„Słowiańskie stwory”
autorka – Anna Stasiak
ilustracje – Wioleta Herczyńska
wydawnictwo – ZNAK EMOTIKON
wiek 6-100 lat

Czy zdarzyło ci się kiedyś obudzić w nocy… i mieć dziwne wrażenie, że ktoś stoi w pokoju?
Nie oddycha, nie rusza się… po prostu patrzy.
A ty leżysz nieruchomo i nagle zaczynasz się zastanawiać… czy to na pewno tylko cień.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Znak Emotikon, a honorarium zostawię gdzieś między lasem a bagnem…

Ta książka zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w chwili, kiedy noc nagle staje się trochę bardziej tajemnicza, a wyobraźnia zaczyna pracować szybciej niż rozsądek.

Bo nasi przodkowie byli przekonani, że świat jest pełen stworów, które czasem można dostrzec kątem oka. W lesie coś potrafi zaplątać ścieżki, nad wodą ktoś cierpliwie czeka przy brzegu, a po polu, szczególnie wtedy, gdy słońce świeci najmocniej, lepiej nie chodzić bez potrzeby…

Aż chce się przywołać cytat z kultowego serialu:
„bo noc jest ciemna i pełna strachów”.

książkę kupisz tu:

Świat, w którym za każdym drzewem coś się czai

W tej książce wyruszamy do świata, w którym za każdym drzewem, nad wodą, na polu i nawet w domowym kącie może czaić się jakiś stwór.

Przewodnikiem po tym świecie jest Licho, niewielki, trochę niepozorny, ale wszystko widzący. To z nim ruszamy przez słowiańskie legendy i miejsca, gdzie lepiej chodzić bardzo ostrożnie.

Po drodze spotykamy Wodniki i Topielce czające się w jeziorach. Trafiamy też na Upiory i Strzygi, które, jak się okazuje, nie zawsze mają ochotę spokojnie leżeć na cmentarzu.

I jest jeszcze Zmora. Ta, która nie robi hałasu. Przychodzi nocą, siada na klatce piersiowej śpiącego i zostawia po sobie koszmary oraz dziwne zmęczenie o poranku.

Brzmi strasznie?
Trochę tak.

Strach i mrugnięcie okiem

Ale ta książka robi coś bardzo sprytnego. Trochę straszy… a trochę puszcza do czytelnika oko.

Bo obok opowieści o stworach znajdziemy tu również stare sposoby, jak sobie z nimi radzić. Ogień, sól, żelazo, zioła, a nawet mak czy pisanki. Nasi przodkowie mieli na te sprawy całkiem sprytne patenty.

Dzięki temu książka nie jest tylko zbiorem strasznych historii. To raczej podróż przez dawne wierzenia i ludową wyobraźnię, w której wszystko miało swoje znaczenie i na wszystko znajdował się jakiś sposób.

Ilustracje, które budują nastrój

Ogromną rolę w tej książce odgrywają ilustracje Wiolety Herczyńskiej.

Są piękne, lekko niepokojące i dokładnie takie, jakie powinny być w książce o stworach. Trochę straszne… ale właśnie na tyle, żeby dziecko chciało jeszcze więcej i więcej.

To ilustracje, które budują klimat, wciągają w opowieść i sprawiają, że świat słowiańskich stworów zaczyna wydawać się zaskakująco bliski.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ wprowadza dzieci w świat słowiańskich legend i dawnych wierzeń
🌙 łączy dreszcz niepokoju z humorem i mrugnięciem oka do czytelnika
🌿 pokazuje sprytne sposoby naszych przodków na radzenie sobie z „tym, czego nie widać”
🎨 zachwyca pięknymi, lekko mrocznymi ilustracjami
👻 to idealna książka dla dzieci, które lubią historie, przy których można się trochę bać… a trochę uśmiechać

Tylko uprzedzam…

Jeśli po lekturze w środku nocy usłyszycie skrzypnięcie podłogi…
to może być tylko stary dom…

Ale może też być ktoś, kto właśnie sprawdza, czy już śpicie. 👀

Opublikowano

„Na grzbiecie jednorożca”

„Na grzbiecie jednorożca”
autorka – Mariangela Di Fiore
tłumaczenie – Milena Skoczko-Nakielska
ilustracje – Lisa Aisato
wydawnictwo – LITERACKIE
wiek 7-100

Nie powinnam była jej czytać przed snem. Zamknęłam… i długo jeszcze siedziałam w ciszy. Bo nagle wszystko, czym przejmowałam się tego dnia, wydało mi się kompletnie nieważne.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Literackiego, a honorarium… tym razem wam nie zdradzę…

Vilja jest chora. Jej codzienność przenosi się do szpitalnej sali. I choć temat mógłby przytłoczyć, ta historia idzie w zupełnie inną stronę.
Tu nadal trwa dzieciństwo. Są klocki, rysowanie tęczy i statków piratów, wymyślanie zasad do gier, zbieranie drobnych nagród do przepełnionych szuflad. Jest ogromna potrzeba zabawy i jeszcze większa, by ktoś po prostu przyszedł i był.
Nie ma tu wielkich deklaracji. Jest zwykłe „pobądź ze mną”. I ono waży więcej niż wszystkie medyczne słowa.

książkę kupisz tu:

Najmocniejsze w tej książce jest to, czego autorka nie robi

Nie dramatyzuje.

Nie prowadzi nas w stronę łatwych wzruszeń.

Nie próbuje niczego upiększać.

Nie unika też nazywania rzeczy po imieniu. Tu pada słowo rak. Tu padają wszystkie trudne słowa, z którymi trzeba się po prostu oswoić.

Dostajemy dziecięce patrzenie na świat, proste, momentami zaskakujące. Dzięki temu każde zdanie brzmi prawdziwie. Tak, jakby ktoś naprawdę siedział na szpitalnym łóżku i opowiadał nam o swoim dniu.

Dziecko nawet w bardzo trudnym miejscu nadal myśli jak dziecko

Chce się bawić i śmiać. Tęskni za kolegami. Zastanawia się, czy przyjaźń wciąż tam na nie czeka.

My, dorośli, widzimy diagnozę.

Ono widzi klocki. Tęczę. Statek piratów.

I w tym zderzeniu perspektyw jest cała siła tej książki.

To książka bardzo potrzebna

Dla dzieci, które nagle znalazły się w miejscu, którego nie wybiera się z własnej woli. Może da im poczucie, że nie są w tym wszystkim same.

Dla ich bliskich, bo czasem łatwiej coś zrozumieć, kiedy zobaczy się świat oczami dziecka.

Ale też dla nas. Wiecie dlaczego?

Bo porządkuje perspektywę i przypomina, co naprawdę jest ważne.

Reszta naprawdę przestaje mieć znaczenie.

Lisa Aisato to mistrzyni obrazu

Czy muszę coś pisać o ilustracjach?

Jej ilustracje nie ozdabiają historii. One ją dopowiadają. Zatrzymują. Czasem są delikatne jak szept, a czasem uderzają jednym kadrem prosto w serce.

I znowu po zamknięciu książki siedzi się w ciszy…

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

✨ Bo mówi o chorobie bez dramatyzowania i bez upiększania.

✨ Bo nie ucieka od słowa rak, ale też nie odbiera miejsca dzieciństwu.

✨ Bo pomaga zrozumieć, że dziecko wciąż chce się bawić i śmiać.

✨ Bo po jej przeczytaniu wszystko inne na chwilę staje się kompletnie nieważne.

Opublikowano

„O tańcu”

„O tańcu”
autorka – Zuzanna Kisielewska
ilustracje – Małgorzata Nowak, Agata Dudek
wydawnictwo – DRUGANOGA
wiek 9-100 lat

Czy twoje dziecko może obejść się bez tej książki?
Tak, zdecydowanie…
Nie nauczy się z niej liczyć ani pisać.
Nie pomoże w testach.
Ale jeśli zdecydujesz się ją podarować, wydarzy się coś znacznie trudniejszego do zmierzenia… stanie się bardziej wrażliwe, bardziej uważne na sztukę, bardziej kreatywne i ciekawsze świata. W rzeczywistości, która kocha wyniki i tabelki, taka wrażliwość często bywa traktowana jak fanaberia. Tylko że bez niej nie ma ani myślenia, ani pasji, ani odwagi do bycia sobą…

Książkę dostałam od Wydawnictwa Druganoga, a honorarium zabiorę ze sobą w podróż

Taniec to nie tylko przytupywanie w rytm muzyki…
To sztuka.
To kultura.
Czasem religia… a czasem narzędzie walki.
Patrząc na taniec Maorysów, Hakę, naprawdę czuć, jak gęstnieje powietrze. Ten taniec ma swoją funkcję: przestraszyć przeciwnika, podkopać morale, wlać w ciało siłę przed starciem. To doświadczenie niemal fizyczne. Widzieliście to kiedyś?

książkę kupisz tu:

Ruch, który opowiada więcej niż słowa

Ta książka pokazuje dzieciom coś niezwykle ważnego… że ruchem można snuć opowieści, wyrażać uczucia, buntować się i budować wspólnotę.
Że taniec bywał językiem konspiracji. Zakazanym kodem. Sposobem porozumiewania się wtedy, gdy nie wolno było mówić wprost. I nagle kultura przestaje być „ładnym dodatkiem”, a zaczyna być narzędziem. Sposobem na przetrwanie. Na wolność. Choćby na chwilę…

Od buntu do czystej radości

Ale taniec potrafi być też czystą rozrywką, dla uciechy, radości i zabawy.

Jak kankan, który jednocześnie bawił, gorszył i naginał sztywne reguły świata.

Albo jak breakdance, w którym zamiast bójek były pojedynki na kroki, a rywalizacja uczyła szacunku, lojalności i wzajemnej pomocy. Bo taniec bardzo często bierze na siebie to, czego nie potrafią unieść słowa i zamienia konflikt w ruch.

Kultura jako narzędzie, nie dekoracja

To książka, która otwiera głowę i uruchamia ciekawość.

Pokazuje taniec jako sztukę i różne sposoby patrzenia na świat bez jednej „właściwej” perspektywy. Z powodzeniem może być też lekturą dla dorosłych. Taką, która przypomina, po co w ogóle istnieje sztuka i jak bardzo czasem sami potrzebujemy ruchu, wolności i oddechu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

💃 bo rozwija wrażliwość, której nie da się wpisać w tabelki

🌍 bo pokazuje taniec jako język, broń i formę porozumienia

🔥 bo opowiada o buncie, wspólnocie i wolności przez ruch

🧠 bo otwiera głowę dzieciom… i dorosłym

Na koniec zostawię was tylko z tym jednym zdaniem…

„Czytajmy i tańczmy. Te dwie rozrywki nigdy nie wyrządzą światu krzywdy.” – Voltaire

Opublikowano

„Art therapy. Szalone lata dwudzieste”

„Szalone lata dwudzieste”
„Niezwykła Japonia”
„Dolce vita”
„Weekend na wsi”
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek – dla dorosłych i młodzieży

To nie będzie prawdziwa recenzja… Podstępem wyłudziliście ode mnie, żebym pokazała to już teraz. Codziennie słyszałam: „Ula, pokaż, Ula, pokaż”… A to miało sobie spokojnie poleżeć, ja miałam pomalować, pokolorować, zrelaksować się i dopiero wtedy wam pokazać. No ale przyznaję… są tak piękne, tak inspirujące, że niech wam będzie.

Zeszyty dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, honorarium przeznaczę oczywiście na dobre flamastry i kredki… a jak coś zostanie, to może na bilety do Włoch.

Oczywiście, że pierwsze porwały mnie „Szalone lata dwudzieste”, bo ten klimat to moje absolutne uwielbienie! Ale nie mniej kusząca jest „Niezwykła Japonia”, gdzie każdy wzór po prostu zachwyca detalem. Potem „Dolce vita”, włoskie widoczki, które pachną espresso i wakacjami w Toskanii. I jeszcze „Weekend na wsi”, sielskie pejzaże, które sprawiają, że od razu chce się rzucić wszystko i zamieszkać w stodole z widokiem na łąkę. No chyba się rozmarzyłam…

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

Papier i flamastry

Wszystko wydane na bardzo porządnym papierze, aż się prosi, żeby podarować komuś w prezencie, jeśli lubi takie klimaty. Teraz tylko dobre flamastry albo kredki, zależnie od tego, co kto woli.

Także sami widzicie, miało być kolorowanie po cichu, a wyszło polecanie z przytupem. Ale co ja poradzę… te zeszyty same się proszą, żeby je pokochać. Przy okazji tak dobrze bawiłam się robiąc zdjęcie profilowe, że marzy mi się jakaś impreza w stylu lat dwudziestych, jak ktoś coś… to strój już mam.

Dlaczego warto sięgnąć po te zeszyty?

🖌️ Bo każdy wzór, od Japonii po Toskanię, jest piękny i inspirujący.

📖 Bo wydane są na świetnym papierze, idealne na prezent.

🎉 Bo dają radość i budzą marzenia… choćby o imprezie w stylu retro.

Opublikowano

„Jak rodzi się bliskość”

„Jak rodzi się bliskość”
autor – Agnieszka Stein, Małgorzata Stańczyk
ilustracje – Joanna Bartosik
wydawnictwo – Ringier Axel Springer Polska
wiek – dla rodziców w każdym wieku

Książki Agnieszki Stein znam od dawna, towarzyszyły mi w moim rodzicielstwie, dzięki nim brałam głęboki oddech i mówiłam sobie… „dobrze robisz”.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska, otrzymane honorarium zainwestowałam w naszą codzienność.

Ta nowa, napisana w formie wywiadu, przynosi dokładnie to samo uczucie. Spokój. Zrozumienie. Wsparcie.
Książkę czyta się trochę jak rozmowę z koleżanką. Bo choć forma, to rozmowa dwóch autorek, emocjonalnie jest to coś znacznie więcej. Wybacz Agnieszko, że tak luźno do tego podchodzę, ale twoje myślenie jest mi bliskie, bardzo bliskie. Małgorzata Stańczyk, jak zawsze uważna i mądra, wie JAK zapytać, więc dostajemy coś więcej niż zbiór pytań i odpowiedzi. To spotkanie dwóch wrażliwości.

książkę kupisz tu:

Dla tych, co zaczynają i tych, co utknęli

To książka dla rodziców, którzy są na początku drogi, trochę utknęli, potrzebują wskazówek, bądź umocnienia swojej roli przewodnika. I dla tych, którzy są już dalej, przy nastolatkach, przy trudnych emocjach, przy pytaniach bez prostych odpowiedzi.

Bez złotych recept, z mądrością

Nie ma tu moralizowania, nie ma złotych recept. Są za to rozmowy, mądre, konkretne, podszyte szacunkiem. Rozmowy, które zatrzymują, przypominają, że wychowanie to nie projekt do zrealizowania, tylko relacja, którą się buduje.

Po stronie dziecka, nawet, gdy trudno

Są rozmowy o trudnych zachowaniach, o emocjach, które coś znaczą, o tym, jak być po stronie dziecka, nawet gdy robi rzeczy, których nie rozumiemy. Szczególnie poruszający jest piękny rozdział dla rodziców nastolatków o tym, jak ważne jest słuchanie, a nie ocenianie. Jak nie wycofać się wtedy, gdy zaczyna być trudno, bo pojawia się złość, zamknięcie, zachowania, których wcześniej nie było.

Zrozumienie, nie diagnoza

Jest tu też ważny rozdział o neuroatypowości, w tym ADHD, spektrum autyzmu, jak sobie poradzić, jak zrozumieć, wyciszyć, jak pracować z dziećmi. To nie instrukcja obsługi, to próba wejścia głębiej, z większą czułością.

Rodzicielstwo jako towarzyszenie

Są też piękne fragmenty o tym, jak mądrze mówić NIE, jak uczyć dziecko podejmowania decyzji, jak nie przeszkadzać mu czuć. I o tym, że rodzicielstwo nie polega na kontroli, ale na towarzyszeniu. Bez przymusu, bez lęku, z obecnością.

Jesteś wystarczający

To też książka o poczuciu własnej wartości. O tym, że jeśli dziecko przez lata czuje, że jest ważne i kochane takie, jakie jest, to w dorosłym życiu nie będzie musiało tej wartości sobie udowadniać.

I najważniejsze, ta książka nie każe ci się zmieniać. Ona ci ufa. Pomaga nazywać to, co już masz i pokazuje, jak to wzmacniać. Jest jak rozmowa z drugą mamą, taką, która nie ocenia, tylko widzi cię naprawdę.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🫧 Bo pomaga odetchnąć i powiedzieć sobie: dobrze robisz

🪞 Bo widzi cię i nie każe ci się zmieniać

👂 Bo uczy słuchać, zamiast oceniać… także siebie

🧩 Bo daje przestrzeń na trudne tematy: nastolatki, emocje, neuroatypowość

🌱 Bo pokazuje, że wychowanie to relacja, nie projekt do zrealizowania

Opublikowano

„Marzenia się spełniają. Dziennik wdzięczności na 365 dni”

„Marzenia się spełniają. Dziennik wdzięczności na 365 dni”
autor – opracowanie zbiorowe
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek 7–100 lat (dla wszystkich fanów Kubusia Puchatka)

Zatrzymaj się na chwilę… Co widzisz? Spóźniony autobus, plamę na bluzce, zmęczenie? A może ten jeden moment, gdy ktoś powiedział „dziękuję”?

Dziennik dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, otrzymane honorarium, jak mawia Kubuś, przeznaczam na „coś bardzo miłego”…

„Marzenia się spełniają” to nie kolejny kolorowy dziennik do zapisywania dni. To miejsce, gdzie spotykają się pytania i odpowiedzi. Gdzie uczymy się widzieć świat nie tylko przez pryzmat zadań do odhaczenia, ale przez te trzy krótkie zdania.

dziennik kupisz tu:

Wdzięczność nie krzyczy

Nie puka głośno do drzwi. Jest cicha. Siada obok, kiedy patrzysz w okno. Szepcze, kiedy gładzisz dziecko po włosach. Uczy widzieć, nie tylko to, co jasne i łatwe. Właśnie dlatego ten dziennik ma w sobie coś z medytacji, zatrzymuje, uczy uważności, cicho przypomina, że „najważniejsze rzeczy mieszczą się w prostych zdaniach”.

Trzy rzeczy, za które jesteś dziś wdzięczna.

Trzy rzeczy, których się nauczyłaś. To codzienna praktyka, która nie wymaga wiele, tylko chwili. Ale to z tych chwil składa się całe życie. Kubuś Puchatek, ten miś, który nigdy się nie spieszy, ale zawsze trafia w sedno, towarzyszy ci w tym zapisywaniu. Bo przecież to on najlepiej wie, że „To był bardzo dobry dzień”.

Papier pachnący miodem

Dziennik jest przepiękny. Twarda oprawa, przypominająca plaster miodu, szkicowane ilustracje, cytaty, które przypominają, że życie to nie tylko wielkie sprawy, ale i małe cuda… jak kubek kakao. To wszystko składa się na obraz codzienności, którą warto zatrzymać. Nawet jeśli tylko na tych kilku stronach.

Razem znaczy więcej

I choć powstał z myślą o młodszych czytelnikach, jestem przekonana, że można go prowadzić wspólnie, rodzic i dziecko. Zapisywać razem, śmiać się, rozmawiać. Albo wręczyć go jako prezent na Zajączka, nie tylko ładny, ale naprawdę wartościowy. Bo może właśnie od tych kilku minut z dziennikiem zaczyna się zmiana? Nie całego świata… ale twojego spojrzenia.

Na koniec zostawię ci zadanie. Proste.

Usiądź dziś na chwilę. Pomyśl o trzech rzeczach, które wydarzyły się dziś i za które możesz być wdzięczna. I jeśli możesz, podziel się nimi.

Ja pierwsza:
1. Udało mi się dziś zrobić tak pyszny obiad, że dawno tak nie smakował.
2. Obejrzałam dwa odcinki ulubionego serialu, popijając kawę.
3. Byłam na spacerze, świeciło słońce.

A Ty?

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🌼 Bo uczy widzieć świat nie tylko przez pryzmat obowiązków, ale przez wdzięczność.

🍯 Bo towarzyszy ci Kubuś Puchatek, mistrz prostoty i uważności.

📚 Bo dziennik, to nie tylko estetyczne cacko, ale narzędzie prawdziwej zmiany.

👩‍👧 Bo można go prowadzić razem, budując relację i wspólną codzienność.

🌞 Bo każda chwila zapisana z wdzięcznością staje się lepsza.

Opublikowano

„Art Therapy. Disney. Kolorowe rysunki”

„Art Therapy. Disney. Kolorowe rysunki”
„Klasyka”
„Portrety”
„Dzieci”
„Girl Power”
autor – praca zbiorowa
tłumaczenie – Ilona Siwak
ilustracje – praca zbiorowa
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek: 8–100 lat

Czasami człowiek bierze do ręki coś, co wydaje się proste. Ot, zeszyt. Kartki. Numery. Kolory. Proste? Tylko na pierwszy rzut oka.

Zeszyty dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, a honorarium przeznaczam na ćwiczenie cierpliwości… swojej i cudzej.

Kiedy po raz pierwszy spróbowałam wypełnić te maleńkie pola w „Disney. Klasyka” (albo w „Portretach”, bo przecież jak już próbować, to na całego), szybko zrozumiałam, że to nie jest zabawa dla niecierpliwych. A że cierpliwość nigdy nie była moją najmocniejszą stroną… cóż, miałam problem.

książki kupisz tu:

Z pomocą przyszedł on

Mój mąż, człowiek, który nigdy nie gubi pary do skarpetek i zawsze ma pod ręką dobrze zatemperowany ołówek. Wziął zeszyt, spojrzał na te mikroskopijne numerki i… przepadł. Bo to nie jest zwykła kolorowanka. To wyzwanie. Relaks w wersji dla tych, którzy lubią odkrywać. Tu nie od razu wiadomo, co się wyłoni spod kredek czy pisaków. Trzeba cierpliwie, pole po polu, numer po numerze, podążać za wskazówkami, aż nagle… bum… z chaosu wyłania się obrazek.

Tu i teraz

Czy spróbuję jeszcze raz? Oczywiście. Bo to idealne ćwiczenie dla głowy, sposób na wyciszenie, na oderwanie się od wszystkiego i wejście w ten cudowny stan, gdy liczy się tylko tu i teraz.

Duży format, który daje wygodę kolorowania, grubszy papier, na którym kolory nie przebijają, i ta jakość, którą czuć od pierwszego dotyku. A w środku? Wszystkie postaci z bajek Disneya, jakie tylko sobie wymarzycie. Klasyczne księżniczki, kultowi bohaterowie, ukochane zwierzaki, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Bo jeśli już ćwiczyć cierpliwość, to w dobrym stylu.

Dlaczego warto sięgnąć po te zeszyty?

🎨 Art therapy – kolorowanie, które uspokaja.

🔢 Zagadkowe rysunki – każdy numer to krok bliżej do odkrycia obrazu.

Klasyka – ikony Disneya w zupełnie nowej odsłonie.

💖 Girl power – inspirujące postaci dla każdego.

👶👴 Dla każdego – od 8 do 100 lat.

A jeśli ktoś, tak jak ja, nie słynie z cierpliwości? Cóż… zawsze można poprosić o wsparcie kogoś, kto się w tym zakocha.

Opublikowano

„Konstytucja, czyli mrówcza robota”

„Konstytucja, czyli mrówcza robota”
tekst – Boguś Janiszewski
ilustracje – Max Skorwider
wydawnictwo – PUBLICAT
wiek 7-100 (i koniecznie dla dorosłych, którzy “nie ogarniają”)

Las, szum wiatru, gdzieś w oddali dzięcioł wali w pień. A ty nagle bach!… potykasz się o gigantyczne mrowisko. Wszystko się tam kłębi, układa, pracuje. Każda mrówka wie, co robić. Nie ma chaosu, nie ma „ja się nie zgadzam”. System działa, bo rządzą nim zasady.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Publicat, honorarium idzie na bujanie w obłokach.

A ludzie? No cóż… Tu już nie jest tak prosto. Każdy chce swoje, każdy mądrzejszy. No to ktoś kiedyś usiadł i pomyślał: „Ludzie, ogarnijmy się, napiszmy zasady, żebyśmy nie musieli się co chwilę tłuc po głowach.” I tak powstała Konstytucja.

książkę kupisz tu:

Ale kto to w ogóle czyta?

Zaraz… przecież dzieci nie czytają Konstytucji. Dorośli też nie. Niech pierwszy rzuci kodeksem karnym ten, kto faktycznie przebrnął przez nią w całości. A szkoda, bo to taki poradnik „Jak nie doprowadzić kraju do rozpadu”.

Na szczęście są oni… cali na biało

I tu wchodzą Boguś Janiszewski i Max Skorwider… oczywiście cali na biało. I robią coś, co wydaje się niemożliwe, tłumaczą Konstytucję w sposób, który jest zrozumiały, wciągający i tak błyskotliwie zabawny, że masz ochotę kupić egzemplarz dla siebie i jeszcze jeden dla sąsiada, który nie ogarnia, że parkowanie na dwóch miejscach to moralna zbrodnia.

Mrówki też chcą żyć razem

„Konstytucja, czyli mrówcza robota” to historia mrówek, które jak każdy szanujący się naród stwierdzają, że czas ułożyć zasady wspólnego życia. Bo jeśli każdy robi, co chce, to kończy się anarchią.

I nagle wszystko ma sens

Jest tu i humor i mądrość, i ta cudowna lekkość, która sprawia, że nawet sześciolatek rozumie, że prawo to nie jest wymysł nudziarzy, tylko coś, co trzyma świat w ryzach.

Wiedza z pierwszej ręki

W środku znajdziesz komentarze ludzi, którzy ogarniają temat: Babka od histy i Prawo Marcina. Czyli nie tylko zabawa, ale też porządna dawka wiedzy z pierwszej ręki. A ilustracje? Skorwider jak zawsze na pełnej petardzie, dynamiczne, zabawne, czasem absurdalne.

Dla kogo?

Dla dzieci, które pytają: „A kto wymyślił te wszystkie zasady?”.

Dla dorosłych, którzy nie wiedzą, jak odpowiedzieć.

Dla nauczycieli, którzy chcą zrobić lekcję o Konstytucji, ale bez smęcenia.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🐜 Bo mrówki uczą, jak budować wspólnotę bez krzyków i focha.

📘 Bo Konstytucja przestaje być straszna i zaczyna być… ludzka.

😂 Bo można się uczyć i śmiać jednocześnie i to z całego serca.

📚 Bo wreszcie wiadomo, jak rozmawiać z dziećmi (i dorosłymi) o zasadach.

🚀 Bo to nie jest książka. To lekarstwo na ignorancję. Bierz i czytaj, zanim obudzisz się w świecie, gdzie wszyscy myślą, że prawo to tylko taka luźna sugestia…

Opublikowano

„Mały Książę”

„Mały Książę”
tekst – Antoine de Saint-Exupéry
ilustracje – Antoine de Saint-Exupéry
tłumaczenie – Barbara Przybyłowska
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek 7–100 lat

Mówią, że to książka dla dzieci. Może dlatego tak często wręcza się ją dorosłym… w prezencie, z troską, czasem z nadzieją, że kilka prostych słów rozbije ich skorupę codzienności. Ale „Mały Książę” nie jest żadną prostą bajką. To zaklęcie. Cichy szept, który powtarza się w duszy długo po zamknięciu ostatniej strony.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, honorarium poszło na oswajanie lisów, które zbyt długo czekały…

Spotkanie na skraju samotności

Był kiedyś pilot, który rozbił się na pustyni. Był chłopiec, który przyszedł do niego z gwiazd. Spotkali się na skraju samotności, każdy z nich zagubiony na swój własny sposób. Pilot dawno już zapomniał, jak rysować słonie w wężach. Chłopiec znał tylko jeden sposób patrzenia na świat… przez miłość.

książkę kupisz tu:

„Mały Książę” nie opowiada o księciu. Opowiada o wszystkich tych, którzy zapomnieli, że kiedyś nim byli. O tych, którzy zamienili przygodę na obowiązek, zachwyt na rozsądek, serce na kalkulator. Opowiada o różach, które porzucili, i o lisach, których nie oswoili.

Dorośli, których tak łatwo rozpoznać

Są tu dorośli, których znamy aż za dobrze:

Król, który chce rządzić samotnością, próżny, który słyszy tylko własny zachwyt.

Bankier, który liczy gwiazdy, ale nigdy ich nie widzi.

A może to nasze odbicia w lustrze?

Ale jest też Róża. Kapryśna, dumna, bezbronna. Nikt nigdy nie nauczył nas, jak kochać róże, uczymy się tego dopiero wtedy, gdy jest już za późno.

Książka, która czeka

„Mały Książę” to książka, która nie pyta, czy masz czas. Po prostu siada obok i czeka. Czeka, aż przypomnisz sobie, jak pachnie dzieciństwo. Czeka, aż spojrzysz na gwiazdy i zrozumiesz, że nie są tylko punkcikami na niebie. Czeka, aż pewnego dnia usłyszysz śmiech, który będzie dla ciebie jak studnia na pustyni.

Tylko wtedy zrozumiesz, że nie chodziło o planetę, podróż czy złote włosy.

Chodziło o ciebie…

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

⭐ Przypomina, że miłość to troska, a nie posiadanie.

🌹 Uczy, że oswajanie wiąże się z odpowiedzialnością.

🦊 Sprawia, że chcemy słuchać, patrzeć i czuć więcej.

✨ Jest jak gwiazda – świeci zawsze, ale nie każdy potrafi ją dostrzec.

Opublikowano

„Motylki i Mrówki”

„Motylki i Mrówki”
tekst – Pija Lindenbaum
ilustracje Pija Lindenbaum
tłumaczenie – Katarzyna Skalska
wydawnictwo – ZAKAMARKI
wiek 5-100 lat

Książka, która działa jak ukłucie szpilką. Pozornie wygląda jak zwykła historia o dzieciach. Ale tylko do momentu, gdy zaczynasz ją czytać. Bo szybko okazuje się, że Pija Lindenbaum nie opowiada o przedszkolu. Ona opowiada o świecie.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Zakamarki, otrzymane honorarium wydałam na myśl, która nie daje mi spokoju…

Dwie grupy, dwa światy

Są Motylki i są Mrówki. Jedni mają wszystko: światło, przestrzeń, lekkość. Drudzy są przy ziemi, zajęci codziennym wysiłkiem, który nikogo nie interesuje. Tak po prostu jest. Bo tak ustalono. Bo tak działa rzeczywistość. Nad wszystkim czuwa Kierowniczka. Jest zasada, jest biała linia, której się nie przekracza. Dorośli mówią, że to dla bezpieczeństwa. Więc dzieci się dostosowują…

książkę kupisz tu:

A co, jeśli można inaczej?

Potem przychodzi myśl. A co, jeśli to nie jest w porządku? Może można się zamienić? Może świat nie pęknie, jeśli Mrówka stanie się Motylkiem, a Motylek spróbuje życia wśród tych, których dotąd nie zauważał? Eksperyment wydaje się genialny. Bo w końcu sprawiedliwość to sprawiedliwość, prawda?

Książka, która nie daje prostych odpowiedzi

Lindenbaum jest mistrzynią niedopowiedzeń. Nie mówi, jak się czuć. Nie podaje gotowych rozwiązań. Rysunki też nie są oczywiste, dzieci mają zwykłe twarze, ale dorosła postać… już nie. To nie przypadek. To zaproszenie do myślenia.

A potem dzieci przekraczają linię.
I wtedy robi się naprawdę ciekawie…

To nie jest książka o przedszkolu

To książka o tym, jak tworzą się systemy. O granicach, które istnieją tylko dlatego, że nikt ich nie kwestionuje. O tym, że zmiana nie jest prosta, ale czasem jest jedyną opcją. I o tym, że dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje.

Książka, która zmienia się razem z czytelnikiem

To jedna z tych historii, które czytasz kilka razy i za każdym razem widzisz w nich coś innego, bo to nie historia się zmienia, tylko ty.
Dzieci, nieobciążone doświadczeniami, zobaczą prostą opowieść o zabawie i zamianie ról. Dorośli dostrzegą w niej struktury, granice i pytania, na które wciąż szukamy odpowiedzi.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

♥️ Jest wybitna – nie daje spokoju, zostaje w pamięci na długo.
🔍 Mocna metafora – pokazuje, jak powstają systemy i kto ustala granice.
🎨 Ilustracje pełne znaczeń – nie są przypadkowe, kryją drugie dno.
🧠 Książka dla każdego – dzieci zobaczą co innego niż dorośli, ale każdy znajdzie w niej prawdę o świecie.

To książka, po której zostaje myśl, która nie daje spokoju.