Opublikowano

Seria „Historia do odkrycia”

„Historia do odkrycia. Wikingowie”
autorka – Harriet Evans
tłumaczenie – Magdalena Gołdanowska
ilustracje – Chaaya Prabhat

„Historia do odkrycia. Grecy”
autor – Jonny Marx
tłumaczenie – Katarzyna Kubicka
ilustracje – Chaaya Prabhat

„Historia do odkrycia. Egipcjanie”
autor – Jonny Marx
tłumaczenie – Anna Wolna
ilustracje – Chaaya Prabhat

wydawnictwo – WILGA
wiek 5-9 lat

Oszalałam na punkcie tych książek. Naprawdę. Koniecznie zajrzyjcie na kolejne zdjęcia, bo dawno żadna dziecięca książka nie zrobiła na mnie takiego pierwszego wrażenia: „wow, co tu się dzieje?”

Książki dostałam od wydawnictwa Wilga, a honorarium wydam na większe i mniejsze przyjemności…

Na pierwszy rzut oka to po prostu książka z okienkami… ale dopiero po chwili okazuje się, że to okienka w okienkach. Otwierasz jedno, pod nim kolejne, a pod nim jeszcze następne. W całej książce jest ich ponad 80, więc naprawdę jest co odkrywać. I historia zaczyna się odsłaniać warstwa po warstwie, trochę jak podczas prawdziwych wykopalisk.

książkę kupisz tu:

książkę kupisz tu:

książkę kupisz tu:

Odkrywanie zamiast zwykłego czytania

To właśnie ten pomysł robi tu największą robotę. Dziecko nie tylko czyta, ono otwiera, sprawdza, zagląda i odkrywa. Z każdą kolejną klapką pojawiają się nowe fakty, nowe ilustracje i nowe fragmenty historii.

Książka zaczyna działać trochę jak archeologiczna wyprawa. Najpierw widzisz tylko fragment, ale kiedy zaczynasz odkrywać kolejne warstwy, nagle okazuje się, że pod spodem kryje się cała opowieść.

W serii są trzy książki

Każda prowadzi w inne miejsce.

Jedna zabiera dzieci do starożytnej Grecji, gdzie pod klapkami kryją się wykopaliska, miasta-państwa i ślady dawnej cywilizacji.

Druga przenosi nas do świata Wikingów, ich statków, wypraw i znalezisk odkrywanych dziś przez archeologów.

A trzecia prowadzi prosto na pustynię do starożytnego Egiptu, gdzie pod piaskiem czekają grobowce, mumie i tajemnice sprzed tysięcy lat.

Każda z tych książek działa trochę jak mapa prowadząca przez historię. Otwierasz kolejne okienka i nagle okazuje się, że pod jedną ilustracją kryje się cała opowieść sprzed setek albo tysięcy lat.

Historia zamieniona w przygodę

Najbardziej podoba mi się to, że te książki zamieniają historię w prawdziwą przygodę. Tu się szuka, sprawdza, czyta i odkrywa kolejne warstwy i fakty.

I powiem wam szczerze, to nie są książki tylko dla dzieci. Mam wrażenie, że w wielu domach będzie dokładnie tak samo, będziecie je sobie wyrywać z rąk.

Duży format, przepiękne ilustracje, masa informacji i tematy, które naprawdę wciągają. A do tego pomysł z okienkami, który sprawia, że zamiast zwykłego czytania jest prawdziwe odkrywanie historii.

Dlaczego warto sięgnąć po te książki?

🔎 ponad 80 okienek do odkrywania
🏺 historia pokazana warstwa po warstwie, jak na prawdziwych wykopaliskach
🚢 trzy fascynujące światy: Grecy, Wikingowie i Egipcjanie
🎨 duży format i przepiękne ilustracje
📚 mnóstwo ciekawostek podanych w bardzo wciągający sposób
👨‍👩‍👧 książki, które dzieci i dorośli będą odkrywać razem

Jestem bardzo ciekawa, którą wybierzecie najpierw?

Opublikowano

Książki dla maluchów lepsze niż zabawki

„Jeden dzień”
„Jeden rok”
„Miasteczko Mamoko”
„Dawno temu w Mamoko”
„Mamoko 3000”
„Mamoko na litery”
„Mamoko na liczby”
„Pora na potwora”
autorzy – Aleksandra i Daniel Mizielińscy
wydawnictwo – DWIE SIOSTRY
wiek 1-6 lat

Uwielbiam te książki. Kiedy jeszcze prowadziliśmy księgarnię, miały u nas swoją własną półkę, bo książki Aleksandry i Daniela Mizielińskich to była dla mnie absolutna ekstraklasa ilustracji i pomysłów.
Otwierasz i od razu widzisz, że ktoś tu naprawdę ma ogromną wyobraźnię, taką która potrafi z jednej strony zrobić mały wszechświat.

Książki dostałam od Wydawnictwa Dwie Siostry, honorarium pakuje do walizki…

Kilka dni temu premierę miała ich najnowsza książka

„Jeden rok”

Dla najmłodszych, przepięknie zilustrowana, pełna drobiazgów, scenek i historii ukrytych na każdej stronie. Ogląda się ją powoli, a kiedy dochodzi się do końca, pojawia się w głowie „wow… ile tu się dzieje”.
wiek 1-3 lata

książkę kupisz tu:

„Jeden dzień”

Niby zwykły dzień, który nagle okazuje się niezwykłą przygodą. Od otwarcia oczu malucha, aż do późnego wieczora.
wiek 1-3 lat

książkę kupisz tu:

„Miasteczko Mamoko”

Klasyk nad klasykami najlepsza wyszukiwanka świata. Pełna tajemnic, bohaterów, podróży i miliona zaskoczeń.
wiek 2-6 lat

książkę kupisz tu:

„Dawno temu w Mamoko”

Podróż przez historię z setkami szczegółów do wypatrzenia.
wiek 2-6 lat

książkę kupisz tu:

„Mamoko 3000”

A tu robimy wielki skok do roku trzytysięcznego
wiek 2-6 lat

książkę kupisz tu:

„Mamoko na litery”

Znajdź wszystko na literę…
wiek 2-6 lat

książkę kupisz tu:

„Mamoko na liczby”

A ten trzy głowy smok to ile ma głów?…
wiek 2-6 lat

książkę kupisz tu:

„Pora na potwora”

No, musicie przyznać, że to najlepsza zabawa na świecie.
wiek 1-4 lata

książkę kupisz tu:

P.S. Niedawno było też wznowienie

„Miasto tańczącego karpia”

daję znać, bo to moja wielka miłość i odkrycie.

książkę kupisz tu:

Opublikowano

„Feluś i Gucio poznają cyferki”

„Feluś i Gucio poznają cyferki”
autorka gry – Justyna Kesler
ilustracje – Marianna Schoett
wydawnictwo – NASZA KSIĘGARNIA
wiek 3-6 lat

Matematyka ma strasznie kiepską reputację. Kojarzy się z kartkówką i nagłym „Kowalski do tablicy”, a wtedy człowiek zapomina nawet, ile ma palców u ręki. Serio, w głowie pustka, w brzuchu supeł…

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Nasza Księgarnia…

A przecież prawdziwa matma może się zacząć dużo wcześniej. Na przykład wtedy, gdy dziecko pokazuje jeden nos, zakłada dwie skarpetki i przynosi trzy samochody, bo „ten też musi”. I właśnie w tym momencie wchodzi ten zestaw.

grę kupisz tu:

W pudełku jest 46 drewnianych elementów

z których powstaje 10 cyfr od 0 do 9. Każda cyfra składa się z kilku części z obrazkami, więc dziecko nie patrzy na suchy znak, tylko buduje go z konkretnych rzeczy. Jeśli układa pięć, to naprawdę musi mieć pięć elementów. Jeśli brakuje jednego, zaczyna się bardzo poważne śledztwo ;))

Zaczyna się od tego, że wysypujecie wszystko na dywan. Owszem, robi się mały chaos, ale czego się nie robi dla królowej nauk. Ktoś liczy na głos, ktoś się myli, poprawia, krzyczy, bo znalazł dinozaura… i nagle orientujesz się, że właśnie dzieje się matematyka. Tylko nikt jej tak nie nazwał… i to jest w tym najpiękniejsze.

To nie jest „nauka cyfr”

Mamy dwie zabawy, które są dokładnie opisane i według nich możecie się bawić. Ale przecież wiadomo, że najlepsze są te własne, może mniej doskonałe, ale wymyślone przez dziecko. Takie, w których pięć nagle staje się pięcioma krokami do kanapy albo pięcioma skokami jak kangur.

I jeszcze jedno, bardzo ważne, tu są ulubieni bohaterowie. A kiedy dziecko uczy się z kimś, kogo już lubi, kogo zna, wszystko wchodzi szybciej i lżej. To nie jest nauka cyfr, to jest zabawa z książkowym kumplem. A to zupełnie inna historia.

Niby drobiazg, a jednak

Drewno, prawdziwe, solidne i przyjemne dla małych rączek. Elementy są trwałe, dobrze wykonane, aż chce się je dotykać. I nawet taki drobiazg mnie ucieszył: w środku nie ma plastikowego worka, tylko papier. Niby nic, a jednak pokazuje, że ktoś to przemyślał. A ja takie rzeczy naprawdę zauważam.

Bardzo polecam na prezent. Dla siebie, do przedszkola.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🔢 bo prawdziwa matma zaczyna się od zabawy
🤍 bo to nie nudna nauka cyfr, tylko zabawa z książkowym kumplem
🌿 bo ktoś pomyślał też o ekologii, drewno i papier zamiast plastiku

Opublikowano

„Czas na zabawę. Mój sklep. Mój warsztat”

„Czas na zabawę. Mój sklep.”
„Czas na zabawę. Mój warsztat.”
autorka – Fiona Powers
wydawnictwo – AWM
wiek 3-6 lat

Powiem tylko jedno… jeśli po nabyciu tych książek w waszym domu zapanuje nagły remont albo otworzy się sklep z marchewką po 17 zł za sztukę… nie panikujcie. To znak, że zaczęła się naprawdę dobra zabawa.

Książkę dostałam od Wydawnictwa AWM, otrzymane honorarium zostawiłam w sklepie… podobno poszło na pilne naprawy w warsztacie…

Przygotujcie się też psychicznie na to, że możecie zostać zatrudnieni. Bez rozmowy kwalifikacyjnej, bez pensji. Za to z bardzo wymagającym szefem, który ma metr wzrostu i jasno określoną wizję.
I nagle orientujecie się, że prowadzicie bardzo poważne negocjacje o cenę banana. Albo że właśnie awansowaliście na pomocnika w warsztacie, w którym wszystko wymaga natychmiastowej naprawy. Nawet jeśli wcześniej działało idealnie.

książkę kupisz tu:

Sklep, w którym liczy się wszystko

W tej „sklepowej” zabawie pojawiają się tekturowe produkty i monety, krótkie teksty oraz pytania zachęcające do rozmowy. Dziecko może kupować, sprzedawać, liczyć pieniądze i odgrywać scenki.

Nie ma tu wielkiej filozofii. Jest za to życie. Jest gadanie, jest kombinowanie, jest przekładanie. Jest pierwsze ogarnianie pieniędzy. Ćwiczenie małych rąk. Więcej mówienia, nawet u tych mniej rozmownych.

Warsztat, w którym wszystko żyje

Z kolei wersja warsztatowa to prawdziwe królestwo narzędzi. W środku czekają młotek, piła czy wałek malarski, zadania na wyszukiwanie i pomysły na własne historyjki.
Otwiera się książkę… i po chwili wszystko żyje. Jest wymyślanie, jest sprawdzanie, jest naprawianie.
To zabawa w sprawczość. W „ja zrobię”. W „to moja decyzja”.

książkę kupisz tu:

Proste książki, genialny efekt

Najbardziej lubię w nich to, że dziecko nie potrzebuje instrukcji ani specjalnej zachęty. Otwiera… i po chwili świat zaczyna się kręcić.

Obiektywnie rzecz biorąc, książki są naprawdę bardzo proste.

A efekt? Naprawdę genialny.

10/10.

Dlaczego warto sięgnąć po tę serię?

✨ zachęca do rozmowy w niewymuszony sposób

✨ wprowadza pierwsze pojęcia związane z pieniędzmi i codziennością

✨ ćwiczy małe ręce i koordynację

✨ rozwija wyobraźnię poprzez odgrywanie ról

✨ daje naprawdę dobrą zabawę, która wciąga całą rodzinę

Opublikowano

„Moje ciało”, „Dinozaury” – książki 3D

„Moje ciało. Książka 3D”
„Dinozaury. Książka 3D”
wydawnictwo – AWM
wiek 6-10 lat

Powiem wam coś… jeśli słyszycie moje „wow”, to wiedzcie, że ja tego słowa nie rozdaję na prawo i lewo. A tu było autentyczne. Takie z uniesioną brwią i natychmiastowym: „chodź, musisz to zobaczyć”.

Książki dostałam od Wydawnictwa AWM, honorarium już dawno wydałam na przyjemności…

książkę kupisz tu:

książkę kupisz tu:

Zaczynamy od ciała

i gwarantuję, że po tej książce pytanie „a gdzie ja mam żołądek?” raczej już nie padnie. Dziecko otwiera, zagląda i ma wszystko poukładane: kości, narządy, całe to nasze wewnętrzne zaplecze. Trójwymiar robi robotę. Nagle to, co było abstrakcją z obrazka, staje się przestrzenne, realne, namacalne.

Do tego okienka z ciekawostkami, które aż proszą się o otwieranie. Konkretna wiedza podana tak, że chłonięcie jej to czysta przyjemność. Bez nadęcia. Bez chaosu. Z pomysłem. A jeśli chodzi o efekt wizualny… ja już chyba nic nie muszę mówić.

Ponad 40 powodów do zachwytu.

Dinozaury już wam niedawno pokazywałam, ale momentalnie skończył się nakład, więc dziś mogę rzec tylko jedno: przed wami ponad 40 gatunków w jednym miejscu. Jedne wielkie jak blok. Inne szybkie. Jeszcze inne zębów miały zdecydowanie za dużo.

Krótkie fakty pomagają szybko połapać się, kto tu rządził miliony lat temu. I dlaczego ten świat wciąż tak działa na dziecięcą wyobraźnię. Tu jest przestrzeń, ruch, możliwość zajrzenia „pod spód”. To nie jest bierne oglądanie. To eksploracja.

„Wow”, które coś znaczy.

To chyba jedna z najkrótszych moich recenzji, bo chyba zachęcać już was więcej nie muszę. To są książki, które dzieci otwierają i… przepadają. A dorośli stoją obok i też robią swoje ciche „wow”.

Więc biegnijcie… i obyście zdążyli.

Bo coś czuję, że nakład rozejdzie się w mgnieniu oka.

Dlaczego warto sięgnąć po te książki?

🧠 bo wiedza jest konkretna, uporządkowana i podana w atrakcyjny sposób

🔎 bo okienka z ciekawostkami wciągają bez reszty

🦖 bo ponad 40 dinozaurów w jednym miejscu to marzenie wielu dzieci

Opublikowano

„Art therapy. Szalone lata dwudzieste”

„Szalone lata dwudzieste”
„Niezwykła Japonia”
„Dolce vita”
„Weekend na wsi”
wydawnictwo – OLESIEJUK
wiek – dla dorosłych i młodzieży

To nie będzie prawdziwa recenzja… Podstępem wyłudziliście ode mnie, żebym pokazała to już teraz. Codziennie słyszałam: „Ula, pokaż, Ula, pokaż”… A to miało sobie spokojnie poleżeć, ja miałam pomalować, pokolorować, zrelaksować się i dopiero wtedy wam pokazać. No ale przyznaję… są tak piękne, tak inspirujące, że niech wam będzie.

Zeszyty dostałam od Wydawnictwa Olesiejuk, honorarium przeznaczę oczywiście na dobre flamastry i kredki… a jak coś zostanie, to może na bilety do Włoch.

Oczywiście, że pierwsze porwały mnie „Szalone lata dwudzieste”, bo ten klimat to moje absolutne uwielbienie! Ale nie mniej kusząca jest „Niezwykła Japonia”, gdzie każdy wzór po prostu zachwyca detalem. Potem „Dolce vita”, włoskie widoczki, które pachną espresso i wakacjami w Toskanii. I jeszcze „Weekend na wsi”, sielskie pejzaże, które sprawiają, że od razu chce się rzucić wszystko i zamieszkać w stodole z widokiem na łąkę. No chyba się rozmarzyłam…

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

zeszyt kupisz tu:

Papier i flamastry

Wszystko wydane na bardzo porządnym papierze, aż się prosi, żeby podarować komuś w prezencie, jeśli lubi takie klimaty. Teraz tylko dobre flamastry albo kredki, zależnie od tego, co kto woli.

Także sami widzicie, miało być kolorowanie po cichu, a wyszło polecanie z przytupem. Ale co ja poradzę… te zeszyty same się proszą, żeby je pokochać. Przy okazji tak dobrze bawiłam się robiąc zdjęcie profilowe, że marzy mi się jakaś impreza w stylu lat dwudziestych, jak ktoś coś… to strój już mam.

Dlaczego warto sięgnąć po te zeszyty?

🖌️ Bo każdy wzór, od Japonii po Toskanię, jest piękny i inspirujący.

📖 Bo wydane są na świetnym papierze, idealne na prezent.

🎉 Bo dają radość i budzą marzenia… choćby o imprezie w stylu retro.

Opublikowano

„Atlas świata przyszłości”

„Atlas świata przyszłości”
autor – Enrico Passoni
tłumaczenie – Anna Gogolin
ilustracje – Tommaso Vidus Rosin
wydawnictwo – JEDNOŚĆ
wiek 6–10 lat

Są książki, które się czyta. Są takie, które się ogląda. I są takie, które się… przeżywa. Atlas świata przyszłości” to dokładnie ten trzeci przypadek. Od pierwszej strony mamy wrażenie, że nie trzymamy w rękach książki, tylko bilet w jedną stronę do roku 2050. To podróż bez paszportu, ale za to z otwartą buzią i szeroko otwartymi oczami.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Jedność, honorarium idzie na wakacje oczywiście

To wehikuł czasu napędzany dziecięcą wyobraźnią, futurystycznymi pomysłami i ilustracjami, od których trudno się oderwać. Wielki format, kolorowe rozkładówki, masa detali. Można tu spędzić godziny i ciągle odkrywać coś nowego. Serio, zawrót głowy od zachwytu.

książkę kupisz tu:

Ciekawość na pełnych obrotach

A co dokładnie odkrywamy? Wszystko, co może rozpalić dziecięcą ciekawość. Jak będą wyglądać samochody, pociągi, samoloty. Czy będą lewitować, a może wozić nas autonomicznie, gdy my będziemy drzemać? Jakie zawody będą wtedy na topie? Prawie wszystkie kręcą się wokół ekologii: inżynierowie zielonych miast, ratownicy zwierząt, projektanci biodegradowalnych ubrań, architekci samowystarczalnych domów…

Technologia w służbie planecie

Przyszłość to technologia w służbie planecie. I to jest piękne. Miasta z drzewami na dachach, windami na zewnątrz i przejściami dla pieszych? Proszę bardzo. A jedzenie? Inteligentna lodówka, drukarka 3D z której wyskakują gotowe dania. Chipsy z meduzy, owady pełne białka, mięso? Raczej roślinne zamienniki.

Moda i kosmos

Moda? Kapelusze modelujące się same, ubrania dopasowujące się do pogody i nastroju, automatyczne sznurówki. Garderoba myśli szybciej niż my. Czas wolny? Kosmiczne podróże.

Science fun, nie fiction

To nie science fiction, to science fun. Autorzy łączą naukowe przewidywania z odrobiną fantazji, podane w lekki, pełen humoru sposób. Nie ma suchych faktów, jest życie. Przyszłe, ale całkiem realne. I powiem wam, że wcale nie jest takie złe. Ja w to wchodzę.

Do oglądania, czytania i przeżywania… raz po raz

Kto ma w domu młodego odkrywcę, fana technologii albo po prostu dziecko, które lubi wiedzieć więcej, niech szykuje miejsce na półce. Tylko ostrzegam… to nie będzie książka, którą się przeczyta i odłoży. To będzie książka, do której się wraca. Raz po raz. U mnie totalny, absolutny zachwyt.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🌈 Bo daje dzieciom wiarę w mądrą, piękną przyszłość

🧠 Bo uczy przez zachwyt i zabawę

👀 Bo nie da się jej otworzyć „na chwilę”, wciąga na dobre

🌱 Bo pokazuje technologię, która troszczy się o planetę

📖 Bo to książka, która się nie kończy, można ją przeżywać w kółko

Opublikowano

„Wulkany”

„Wulkany”
autor – LuogoComune
tłumaczenie – Ewa Nicewicz
ilustracje – LuogoComune
wydawnictwo – TOTAMTO
wiek 7–11 lat

Jeśli wasze dziecko zadaje pytania, przy których nawet wujek Google zaczyna się jąkać, albo przeżywa fascynację wybuchami, lawą i wszystkim, co bulgocze pod ziemią, to ta książka to sztos. „Wulkany” to pozycja dla dzieci, które już trochę urosły (mniej więcej od 7–8 roku życia wzwyż) i zamiast bajek wolą fakty. A przynajmniej fakty z dreszczykiem.

Książkę otrzymałam jeszcze gorącą od wydawnictwa ToTamto, honorarium przeznaczę na wakacje w chłodniejszych klimatach…

Bo w tej książce mamy wszystko, co rozgrzewa dziecięcą wyobraźnię: eksplozje, popiół, gorącą magmę, zniszczenia i… wiedzę. Całkiem porządną, ale podaną tak, że nawet dorosły się wciąga.

książkę kupisz tu:

Same konkrety, wielkie erupcje i gorące ciekawostki

Na start trochę o tym, jak powstała Ziemia, co się dzieje pod naszymi stopami, jak wyglądają płyty tektoniczne i czemu czasem się przesuwają (i robi się gorąco). Potem schodzimy głębiej: jak wygląda wulkan od środka, jakie są jego części, skąd się bierze lawa i jak wygląda erupcja krok po kroku. Są też rodzaje wulkanów, są mapy i podwodne kratery, takie, o których dzieci często w ogóle nie słyszały. Wiedza jest tu konkretna, uporządkowana i mocno rozpalająca ciekawość.

Wulkanolodzy, czyli jak zamienić pasję w zawód

Jednym z najmocniejszych punktów książki jest to, że pokazuje ludzi, którzy badają wulkany. Kim są wulkanolodzy, co noszą, gdzie jeżdżą i jak wyglądają ich badania? To wszystko znajdziecie w środku. I dla dzieci, które lubią myśleć o przyszłości albo marzą o nietypowej pracy, to naprawdę inspirujący wątek.

Fakty, o których chce się gadać

Oprócz nauki są też nawiązania do mitów i legend, krótkie historie słynnych wybuchów i efektowne ciekawostki, takie, co zostają w głowie i od razu chce się je opowiedzieć dalej. To książka dla dzieci, które lubią fakty, naukę i dreszczyk. Dla tych, które mają fazę na wulkany albo po prostu szukają czegoś, co rozpali ich ciekawość. I dla rodziców, którzy chcą dzieci inspirować, ale bez przynudzania i naukowego bełkotu. To jest wiedza z duszą.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🌋 Jest dla dzieci, które wolą fakty od bajek

💥 Bo tu wszystko eksploduje, ciekawie i sensownie

👩‍🔬 Pokazuje, że nauka to przygoda, a pasja może być pracą

🧠 Odpowiada na pytania, które siedzą w głowie siedmiolatka

📚 Daje wiedzę podaną tak, że nawet dorosły się wciąga

🔥 To książka, od której naprawdę robi się ciepło

Opublikowano

„Za chwilę start”

„Za chwilę start”
autor – Przemek Liput
ilustracje – Przemek Liput
wydawnictwo – DRUGANOGA
wiek 4–8 lat

Zaginął Patryk. Nie byle kto… tylko ktoś, kto najprawdopodobniej ma dziób, płetwy i ogonek. A do tego miał lecieć w kosmos. Odliczanie trwa, silniki się rozgrzewają, ale ciągle brak Patryka. I tu zaczyna się cała zabawa.
„Za chwilę start” to książka-wyszukiwanka, która przypomina kosmiczną mozaikę i to dosłownie. Na każdej rozkładówce gęsto od postaci, historii i szczegółów, które tylko pozornie tworzą z tego świata jeden wielki hałas kolorów, dźwięków i emocji. A w tym wszystkim my… jak detektywi, z nosem przy kartce, szukający nie tylko Patryka, ale też własnej ścieżki przez ten wizualny chaos.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Druganoga, honorarium poszło na bilet w jedną stronę. Kierunek: Czerwona planeta…

Bo ta książka to nie tylko czytanie, to podróż. Myszka Zuzia i samobieżne robo-schody prowadzą nas przez kolejne sceny. Stację kosmiczną, odprawę, halę bagażową, dziwne biura i bardzo osobliwą poczekalnię. Ale to nie jest linearna opowieść. Tu wszystko dzieje się naraz.

książkę kupisz tu:

Niepostrzeżenie budujesz własną opowieść

To książka, która rozwija spostrzegawczość, ale robi to bez nudy. Bo kiedy zaczynasz szukać Patryka, niepostrzeżenie zaczynasz też tworzyć własną opowieść, budować historie z drobiazgów, zauważać niuanse, które łatwo byłoby pominąć. To jak gra. Jak układanie puzzli z całego świata, tylko że każdy element jest inny i trochę szalony. W tej książce można się zgubić… i z zachwytem odnaleźć.

Czy Patryk się znajdzie?

Musicie sprawdzić sami. To książka dla dzieciaków, które kochają tworzyć własne opowieści… i dla tych, które jeszcze nie wiedzą, że to potrafią. Dla fanów kosmicznych stworków, dla marzycieli z bujną wyobraźnią i dla tych, którym trzeba ją dopiero trochę rozruszać. Idealna na „nudzi mi się”, bo tu nuda nie ma prawa wstępu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🪐 Bo to wizualna przygoda wśród stworków, robotów i kosmicznych osobliwości.

🔍 Bo zamiast jednej historii daje setki możliwych i żadna się nie powtarza.

🧩 Bo uczy uważności i radości z odkrywania szczegółów.

🛸 Bo start już za chwilę, czekamy tylko na Patryka!

Opublikowano

„Co głowie wyjdzie na zdrowie. Mózg wie i o tym opowie”

„Co głowie wyjdzie na zdrowie. Mózg wie i o tym opowie”
autorka – Róża Hajkuś
ilustracje – Paweł Gierliński
wydawnictwo – CZYTALISEK
wiek 6–10 lat

Wszystko zaczyna się… od głowy. A dokładniej od mózgu. Tego, który nie tylko myśli, ale też czuje, marzy, analizuje i… ma sporo do powiedzenia. W tej książce nie jest sam, razem z sercem, nerkami, jelitem cienkim, trzustką i całą resztą rozgadanych narządów opowiada, co mu w neuronach gra, kiedy człowiek chce naprawdę dobrze się czuć.

A że towarzyszy im Róża, lekarka z powołania, autorka z pasji, to wiadomo… będzie zabawnie, mądrze i bez cienia nudy.

Książkę dostałam od Wydawnictwa CzytaLisek. Otrzymane honorarium przeznaczyłam na badania nad tym, czy mój mózg bardziej lubi sen, czy jednak czekoladę. Wyniki były niejednoznaczne…

Róża Hajkuś robi coś, co niewielu potrafi. Pisze o ciele i zdrowiu tak, że dzieci pękają ze śmiechu, a dorośli kiwają głowami z lekkim zawstydzeniem, że znowu siedzą z telefonem zamiast odpocząć. Bo ta książka to nie tylko śmieszna opowieść o tym, że mózg lubi spacery, przyrodę, sen i brokuły. To przede wszystkim przypomnienie, że nasze ciało nie jest maszyną tylko zespołem, który działa najlepiej wtedy, gdy traktujemy siebie z troską.

książkę kupisz tu:

Zero morałów

Zamiast tego rozdziały, które czyta się z uśmiechem i wzruszeniem. Jest o emocjach, że każda z nich jest potrzebna. Jest o przyjaźni, że bez niej mózg traci blask. I jest o tym, co niby wiemy, ale ciągle ignorujemy, że odpoczynek, ruch, sen i dobry obiad to nie fanaberie, tylko konkretne paliwo dla naszej głowy.

Rozgadana ekipa z wnętrza ciała

Śmieszne dialogi między mózgiem, sercem i resztą ciała, lekki styl, piękne ilustracje i ukryta w tym wszystkim czułość, to przepis na książkę, która działa. Dziecko dostaje nie tylko porcję wiedzy, ale też zgodę na to, żeby być sobą, zmęczonym, wesołym, smutnym, radosnym… prawdziwym.

I zostaje coś więcej.

Taka myśl, co się sączy cicho… Jeśli chcesz, żeby twoje dziecko umiało dbać o siebie, nie zaczynaj od zakazów, zacznij od tej książki.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

🧠 Bo pokazuje, że mózg to nie tylko narząd, ale nasz najlepszy przyjaciel

📚 Bo rozśmiesza dzieci i wzrusza dorosłych

👂 Bo zamiast morałów daje rozmowę… z jelitem, sercem i samym sobą

💛 Bo uczy troski do siebie, z humorem, czułością i wiedzą